„Jestem zdeterminowana i daje mi to poczucie wolności”. W 83. rocznicę urodzin wspominamy legendę polskiego himalaizmu – Wandę Rutkiewicz (1943-1992)
Niezwykłe spotkanie Wandy Rutkiewicz ze św. Janem Pawłem II. Za Ojcem Świętym widoczny jego osobisty sekretarz ks. Stanisław Dziwisz.I pielgrzymka papieża do Polski, Kraków 10 czerwca 1979 r. Fot. PAP/Tomasz Prażmowski Jej nazwisko stało się symbolem nie tylko najwybitniejszych osiągnięć światowego himalaizmu, ale i kobiecej determinacji; potrafiła atakować i zdobywać najwyższe i najbardziej niebezpieczne szczyty w czasach, w których wciąż jeszcze uważano, że jest to wyłącznie domena mężczyzn. Tych, którzy tego dokonali, prasa kreowała nie bez słuszności na romantycznych herosów, podczas gdy każda kobieca próba przekroczenia granic słabości ludzkiego ciała w starciu z bezlitosnymi siłami górskiej przyrody była uważana za akt egoizmu i „niepotrzebnego narażania się”. Wanda Rutkiewicz – pierwsza Europejka i trzecia kobieta świata, która zdobyła Mount Everest (8849 m n.p.m.), dziś obchodziłaby 83. urodziny; przedwczesna śmierć zabrała dzielną himalaistkę w 1992 r., podczas forsowania niezwykle trudnej technicznie Kanchenjungi (8595 m n.p.m.). Wanda na zawsze pozostała w górach, które tak bardzo kochała...
Pionierka światowego himalaizmu przyszła na świat 4 lutego 1943 r. w Płungianach (dziś Litwa). Wywłaszczenie państwa Błaszkiewiczów przez Rosjan sprawiło, że po zakończeniu II wojny światowej rodzina znalazła się w Łańcucie, później zaś we Wrocławiu; talent sportowy małej Wandzi ujawnił się już podczas edukacji na poziomie podstawowym, początkowo jednak przyszła zdobywczyni ośmiotysięczników zainteresowała się lekkoatletyką. Z powodzeniem trenowała siatkówkę (grała wówczas w pierwszoligowej drużynie, marząc o zakwalifikowaniu się do reprezentacji Polski), osiągała też niezłe rezultaty w biegach, pchnięciu kulą, skoku wzwyż, a także w rzucie dyskiem i oszczepem. Przygoda ze wspinaczką rozpoczęła się dla Wandy podczas studiów na Wydziale Łączności Politechniki Wrocławskiej, kiedy jeden z jej kolegów zaproponował jej wyjazd w Skałki pod Jelenią Górą. To właśnie wówczas Wanda odkryła swoje życiowe powołanie: „Pierwszy dzień w ‘Skałkach’ przyniósł mi doznania, które osłabiły wszystkie moje dotychczasowe fascynacje. Odnalazłam coś dla siebie i wiedziałam, że przy tym pozostanę”, napisała we wspomnieniach. W 1962 r. ukończyła kurs Szkoły Taternictwa na Hali Gąsienicowej i od tego momentu zaczęła się jej górska przygoda – początkowo z Tatrami, później zaś stopniowo z coraz wyższymi i coraz bardziej wymagającymi szczytami. Dodajmy, iż w tym czasie instruktorzy taternictwa starali się zniechęcić młode kobiety do uprawiania tej wymagającej dyscypliny – np. pokazując im zdjęcia z makabrycznych wypadków w górach. Wanda jednak nie pozwoliła, aby postępowanie mężczyzn (nawet jeśli kierowała nimi szlachetna motywacja ochrony kobiet) zniszczyło jej marzenia. Niedługo przyszły pierwsze wspinaczkowe sukcesy – w Tatrach Wanda przeszła m.in. Wariant „R” na Mnichu, a także direttissimę północnej ściany Kieżmarskiego Szczytu, czyli jedne z najtrudniejszych karpackich tras. Wraz z ukończeniem studiów i uzyskaniem tytułu inżyniera podjęła pracę w Instytucie Automatyki Systemów Energetycznych we Wrocławiu; doskonaleniu umiejętności wspinaczkowych poświęcała jednak każdą wolną chwilę. Po osiągnięciach tatrzańskich przyszła pora na zaatakowanie alpejskich szczytów; na pierwszą wyprawę w Alpy Wanda wyruszyła w 1964 r. Trzy lata później, w 1967 r., sforsowała wschodnią ścianę Auguille du Grépon (3482 m n.p.m.), zaś w 1973 r. jako druga kobieta świata dokonała wejścia na najsłynniejszy alpejski szczyt w historii alpinizmu ekstremalnego – Eiger (3970 m n.p.m.). W 1978 r. dokonała pierwszego kobiecego zimowego przejścia północnym filarem Mattehornu (4478 m n.p.m.). Dziesięć lat wcześniej, w 1968 r., Wanda i jej koleżanka Halina Krüger-Syrokomska jako pierwsze kobiety weszły filarem wschodnim na Trollryggen w Norwegii. Tym razem prasa i telewizja doceniły umiejętności i determinację obu pań. Podczas kolejnej wspinaczki w Norwegii Wanda uległa wypadkowi – z pękniętą kością skokową wróciła do Polski. Nie zniechęciło jej to jednak do ukochanego sportu – jeszcze chodząc o kulach... pojechała w Skałki.
Przygodę z najwyższymi szczytami Wanda rozpoczęła w 1970 r. zdobyciem Piku Lenina (7134 m n.p.m., dziś nazywany także Szczytem Awicenny). Po raz pierwszy uczestniczyła wtedy w ekspedycji wieloosobowej, niestety atmosfera w zespole była daleka od wzajemnej życzliwości i wspierania się. Wanda zetknęła się wówczas z zawiścią, bezlitosną oceną niepowodzeń, a także... nieustanną oceną ze strony mężczyzn – często później podkreślała, że kobieta-himalaistka w sytuacjach stresowych często padała ofiarą nieuzasadnionej agresji ze strony męskich uczestników wyprawy. Zdecydowała się wówczas na organizowanie wypraw z kobiecymi ekipami. W 1972 r. zdobyła Noszak (7482 m n.p.m.), a trzy lata później Gesherbrunn III (7952 m n.p.m.), osiągając polski kobiecy rekord wysokości.
W końcu dla polskiej pionierki nadszedł najbardziej doniosły moment w jej życiu – 16 października 1978 r. o godz. 13.45 Wanda Rutkiewicz jako pierwsza Polka, pierwsza Europejka i trzecia kobieta świata (po Japonce i Tybetance) stanęła na szczycie Mount Everest (8849 m n.p.m.). Dokładnie tego samego dnia, kilka godzin później, ok. godz. 17.15, zebrani w Watykanie na konklawe kardynałowie wybrali na papieża Polaka – krakowskiego kardynała Karola Wojtyłę, który przeszedł do historii jako Jan Paweł II – dziś już święty Kościoła katolickiego i jeden z najbardziej rozpoznawalnych Polaków na świecie. 10 czerwca 1979 r. w Krakowie podczas pierwszej pielgrzymki papieża Polaka do Ojczyzny doszło do poruszającego spotkania bohaterów tych niezwykłych wydarzeń. Oddajmy głos dziennikarzowi Zbigniewowi Święchowi, dzięki któremu doszło do tego spotkania:
„Scena niezwykła. Jan Paweł II dosłownie biegnie po schodach, podkasawszy białą sutannę. Gdy nas ujrzał, opuścił ją i wyciągnął ręce w ‘papieskim geście’. Podszedł do Wandy i w tym momencie ona padła na kolana. Jan Paweł II podniósł ją za łokcie i powiedział – ‘Pani Wando, ludzie gór witają się stojąc’”.
Papież Polak skierował wówczas do himalaistki poruszające słowa, które według jej osobistego przekazu brzmiały: „Dobry Bóg tak chciał, że tego samego dnia weszliśmy tak wysoko. Oboje po raz pierwszy z Polski”. Wanda podarowała wówczas przyszłemu świętemu srebrną tabliczkę z wprawionym kamieniem z dolnego szczytu Mount Everest (górny szczyt, czyli sam wierzchołek, pokrywa śnieg). Ojciec Święty aż do śmierci trzymał tę pamiątkę na swoim biurku. Dziś możemy ją obejrzeć w Muzeum Jana Pawła II w Wadowicach.
Mount Everest nie był rzecz jasna ostatnim wyzwaniem, które podjęła dzielna himalaistka; do porzucenia ukochanych gór nie skłonił ją nawet niebezpieczny wypadek, któremu uległa w 1981 r., forsując najwyższy szczyt Kaukazu – Elbrus (5642 m n.p.m.). Złamała kość udową; wydawało się, że to koniec życiowej pasji... nie dla Wandy! W lipcu 1984 r., jeszcze o kulach, bierze udział w kobiecej wyprawie w Himalaje. Wie, że nie będzie w stanie zaatakować szczytu; marzy o tym, żeby dokonały tego koleżanki, uczestniczki ekspedycji. Dochodzi jednak do tragedii; z niewiadomych przyczyn umiera Halina Krüger-Syrokomska, a wiele osób niestety próbuje wykorzystać to tragiczne wydarzenie do... odsunięcia kobiet od zdobywania najwyższych szczytów. Wanda jednak nawet wówczas się nie poddaje. Rok później pokonuje kolejny ośmiotysięcznik – Lhotse (8501), zaś w 1986 r. ujarzmia – jako pierwsza kobieta i pierwsza osoba z Polski – złowrogą legendę ośmiotysięczników, uważaną za najtrudniejszą do zdobycia – K2. W tym samym czasie kilka innych wypraw próbowało sforsować ten szczyt; K2 zabrała 17 osób, w tym wielu przyjaciół Wandy...
Polka zapragnęła zdobyć koronę ośmiotysięczników, co nazwała „karawaną marzeń”. Wówczas dokonało tego jedynie dwóch himalaistów – Tyrolczyk Reinhold Messner i nasz rodak Jerzy Kukuczka. Do 1990 r. Wanda pokonała sześć z 14. W 1991 r. sforsowała Cho Oyo (8201 m n.p.m.) i Annapurnę (8091 m n.p.m.), zaś w maju 1992 r. wyruszyła na podbój Kanchenjungi (8595 m n.p.m.). Wyprawę prowadził zaprzyjaźniony z Wandą doświadczony meksykański himalaista Carlos Carsolio. Po raz ostatni widział ją 12 maja na wysokości 8300 m. Nie miała ze sobą śpiwora ani picia, a jednak zdecydowała się na zaatakowanie szczytu. Carlos dobrze znał Polkę i wiedział, że jeśli postawi sobie jakiś cel, żadne argumenty nie zdołają jej od niego odwieść. Czekał na nią trzy dni w obozie na wysokości prawie 8000 m, co było dowodem wielkiej solidarności i poświęcenia; Wanda jednak się nie pojawiła. Jej śmierć pozostanie na zawsze tajemnicą.
„Kiedy w rozrzedzonym powietrzu każdy krok jest olbrzymim wysiłkiem, czuję wyraźnie że ktoś mi pomaga; może to moja Mama, która modli się za mnie w domu, a może bliskość Boga”, powiedziała kiedyś Wanda w jednym z licznych wywiadów. I taką ją zapamiętamy.
Dr Monika Makowska
Źródła: Polonika/Urszula Ghoshal; Miesięcznik Ludzi Gór „Góry i alpinizm”/Waldemar Brygier; Aleteia.pl, Zbigniew Święch.

Święty Prorok. Karol Wojtyła – Jan Paweł II
Św. Jan Paweł II bywał nazywany prorokiem naszych czasów, nikt jednak do tej pory nie spojrzał w tym kontekście na całe jego życie. Próby takiej dokonuje w tej książce Jolanta Sosnowska (autorka czterotomowej biografii Papieża Polaka „Hetman Chrystusa”), śledząc pod tym kątem życiorys Karola Wojtyły – Jana Pawła II.




Komentarze (0)
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników serwisu. Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za ich treść. Wpisy są moderowane przed dodaniem.