Generał Emil August Fieldorf „Nil”. Żołnierz niezłomny

Nasi autorzy

Generał Emil August Fieldorf „Nil”. Żołnierz niezłomny


Major Emil August Fieldorf (przyszły gen. Major Emil August Fieldorf (przyszły generał "Nil") z żoną i córkami. Fot. Wikimedia Należał do tych niezłomnych w służbie Rzeczypospolitej, których heroiczna postawa wobec nieuniknionej śmierci zapisała się na zawsze w historii powojennej Polski. Żaden z jego oprawców nigdy nie poniósł odpowiedzialności karnej za dokonaną na nim zbrodnię mordu sądowego, jednak, ani oni, ani podobni im zbrodniarze wysługujący się sowieckiemu reżimowi nie byli w stanie zniszczyć pamięci o nim. A dokonań Emila Augusta Fieldorfa – generała Nila wystarczyłoby na życiorysy co najmniej kilku bohaterów. Dla Polski był gotów do najwyższych poświęceń. Nie poddał się nawet wówczas, kiedy stało się jasne że rok 1945, zamiast upragnionej wolności przyniósł jej  nową okupację, a wraz z nią – falę terroru ze strony tych, którzy już w 1920 r. chcieli „przez trupa białej Polski” zanieść „szczęście i pokój masom pracującym” z całego świata – oczywiście na bagnetach. Generałowi nie zostało oszczędzone żadne z cierpień, które często stawały się udziałem pokolenia urodzonego w l. 1890. zwanego rycerskim; przeszedł trudy marszów odwrotowych, wielkich bitew i walk pozycyjnych Wielkiej Wojny, euforię odzyskania niepodległości po ponad 120 latach zaborów, zmagania o granice wschodnie i starcia z bolszewikami, aż w końcu tragedię września 1939 r., która oznaczała utratę suwerenności wywalczonej wysiłkiem zbrojnym kilku pokoleń Polaków. Opór wobec niemieckiego terroru spod znaku swastyki oznaczał walkę w zakonspirowanych strukturach Polskiego Państwa Podziemnego; każdy dzień i każde pożegnanie mogły być tymi ostatnimi... Nadszedł koniec II wojny, katastrofa zdrady aliantów i oddanie tej, która pierwsza stawiła zbrojny opór III Rzeszy pod okupację sowiecką... Generał wpadł w ręce siepaczy z NKWD, co, choć nie został rozpoznany, oznaczało przejście przez piekło łagrów… Kiedy udało mu się powrócić, zdawał sobie sprawę że nadal grozi mu śmiertelne niebezpieczeństwo. Mimo to, nawet przez chwilę nie pomyślał o ewakuacji do bezpiecznej części Europy; uważał że porzucenie byłych podkomendnych, żołnierzy AK prześladowanych, a często i mordowanych przez czerwonych siepaczy byłoby tchórzostwem. Miał za to zapłacić najwyższą cenę…(…)

27 sierpnia 1939 r. ppłk. Fieldorf wydał rozkaz mobilizacyjny dla 51 pp w Brzeżanach, który jeszcze tego samego dnia osiągnął pełną gotowość bojową; w nocy pułk wyruszył do miejsc koncentracji 12 Tarnopolskiej Dywizji Piechoty gen. Gustawa Paszkiewicza. Nocą z 1 na 2 września jednostki dywizji wyruszyły z Tarnopola i Złoczowa w okolice Ostrowca, gdzie koncentrowało się południowe skrzydło armii „Prusy” stanowiące odwód Naczelnego Wodza. „1 września. Robi się strasznie. Emil otrzymuje rozkaz wyjazdu”, wspominała Janina Fieldorfowa. „Odprowadzam go na dworzec. Emil zdenerwowany, boi się o nas. (…) Uspokajam go żeby się nie martwił, uśmiecham się. Ale jak pociąg ruszył nie mogliśmy rozłączyć rąk. I tak biegłam razem z wagonem, aż się peron skończył”. Żołnierze 51 pp Strzelców Kresowych z Brzeżan zanim jeszcze dotarli na miejsce koncentracji zdążyli w pełni doświadczyć przerażającej rzeczywistości rozpoczętej wojny, bowiem ich eszelony były dwukrotnie bombardowane przez Luftwaffe. 12 Tarnopolska Dywizja Piechoty weszła w skład Grupy Operacyjnej generała Stanisława Skwarczyńskiego; 51 pp. Strzelców Kresowych pod dowództwem ppłk. Fieldorfa zajął pozycje w rejonie Bliżyn; niestety, napór Wehrmachtu był tak silny, że cała 12 DP musiała podjąć działania odwrotowe, prowadząc walki opóźniające, przy czym pułk ppłk. Fieldorfa, jako straż tylna wielokrotnie odpierał ataki broni pancernej i piechoty zmotoryzowanej nieprzyjaciela. Niestety, 8 września cała GO gen. Skwarczyńskiego została otoczona przez siły Wehrmachtu; generał, choć sam wraz z całym sztabem omal nie dostał się do niewoli pod Jasieńcem zadecydował o przebiciu się przez pierścień niemiecki za wszelką cenę; przez dwa dni otoczone polskie oddziały toczyły nierówną walkę z XV korpusem niemieckim… Ppłk. Fieldorf i jego 51 pułk piechoty Strzelców Kresowych zapisali wówczas piękne karty chwały oręża polskiego wykonując (wraz z II batalionem 52 pp.) brawurowe natarcie na Dąbrowę i las Aleksandrów: „Mimo ogromnego zmęczenia żołnierze podnieceni z radością szli do walki zachowując wzorowy porządek i karność. Nie stwierdziłem słabych punktów ani w dowodzeniu przez niższych dowódców, ani w wykonaniu podawanych rozkazów”, zapisał podpułkownik. Udało się nawet wyprzeć Niemców z zajmowanych pozycji i zniszczyć część ich sprzętu ogniem działek przeciwpancernych. Niestety – nie na długo, bowiem kontrnatarcie Wehrmachtu wsparte ogniem broni pancernej nie dało Grupie Operacyjnej żadnych szans, przy czym 51 Pułk Piechoty najbardziej wysunięty w kierunku nieprzyjaciela poniósł ciężkie straty. „Zimną krwią na terenie pułku wyróżniał się -ppłk. Fieldorf” zapisał kapelan 51 pp. ks. Franciszek Żelechowski. Wobec rozbicia polskich oddziałów 10 września gen. Skwarczyński wydał rozkaz przebijania się małymi grupami na wschodni brzeg Wisły. Ppłk. Fieldorf na ostatniej odprawie wydał rozkaz ukrycia sztandaru pułkowego, który kpt. Krupnicki, dowódca I batalionu zakopał w okolicy leśniczówki Jeleniec. „Przebijać się z bronią, nie ma niewoli”, brzmiał ostatni wrześniowy rozkaz ppłk. Fieldorfa. Tak zakończyła się bitwa pod Iłżą – najbardziej krwawa (obok bitwy nad Bzurą) batalia września; rozbita armia „Prusy” przez dwa dni powstrzymała marsz pancernych kolumn Wehrmachtu na Warszawę… Ppłk. Fieldorf wraz z 5 oficerami i 4 szeregowcami przebili się przez pierścień niemiecki (zmieniając po drodze mundury na cywilne ubrania u polskiej rodziny w Borowcu) i przedostali się do Krakowa; ponieważ było to już po kapitulacji Helu i Grupy Operacyjnej „Polesie” gen. Kleeberga, nasz bohater wiedząc o apelu gen. Sikorskiego postanowił przedostać się do Francji. Droga wiodła przez tatrzańskie przełęcze, Słowację, aż w końcu przez Węgry, gdzie wraz z towarzyszami wyprawy został internowany w obozie jenieckim w Pelsöc. Do Paryża dotarł w lutym 1940 r.

3 maja został awansowany do stopnia pułkownika i przydzielony do sztabu głównego Komendanta Głównego ZWZ gen. Kazimierza Sosnkowskiego z zadaniem (zgodnie ze swoim życzeniem) powrotu do okupowanej Polski i rozpoczęcia działalności konspiracyjnej. Było to wielkim wyróżnieniem, bowiem do takich zadań gen. Sosnkowski wybierał jedynie najbardziej sprawdzonych oficerów. Pułkownik miał się przedostać do Warszawy, gdzie działała już komenda ZWZ pod dowództwem gen. Stefana Roweckiego, posługującego się wówczas pseudonimem „Rakoń”. Przygotowania do przerzutu pułkownika „Maja” przerwała klęska Francji w starciu z Niemcami i konieczność ewakuacji Rządu i Wojska Polskiego do Anglii. 17 lipca 1940 r. płk Fieldorf „Maj” został odprawiony do okupowanej Polski jako pierwszy emisariusz Naczelnego Wodza i Rządu; długa i niebezpieczna była droga do Warszawy; płk. „Maj” z Liverpoolu odpłynął statkiem do Cape Town (dziś Kapsztad) w południowej Afryce, stamtąd samolotem odleciał do Kairu (od tej lotniczej trasy nad jeziorem Wiktoria i nad Nilem wziął się jego późniejszy pseudonim „Nil”), następnie zaś – do Adena w Turcji. Stamtąd trasa wiodła przez Turcję i Grecję do Belgradu, a stamtąd do Budapesztu; stąd mógł już przedzierać do okupowanej Polski już tylko nocami; nad ranem 8 września przeszedł przez granicę Słowacji i Generalnego Gubernatorstwa. Do Warszawy dotarł najwcześniej 9 września. Tam, po okresie kwarantanny otrzymał fałszywe dokumenty na nazwisko Walenty Gdanicki, z zawodu kolejarz. Podczas spotkania z Komendantem ZWZ - gen. Roweckim przekazał od Rządu RP w Londynie 30 tys. dolarów, nowe informacje o formach łączności, a także nowe kody szyfrowe i rozkazy Naczelnego Wodza. „Płk. „Maj” został powitany przez Komendanta Głównego i Szefa Sztabu – znajomych z dawnej służby ze szczerą radością, jako bliski sercom towarzysz, zwiastun nowin i dostawca nowych instrukcji, pierwszy w historii Polski emisariusz na tak długiej trasie, uciążliwej i najeżonej wszędzie największymi niebezpieczeństwami”, wspominał płk. Pluta-Czachowski. Dla pułkownika Fieldorfa rozpoczynał się jeden z najważniejszych okresów w życiu – walka konspiracyjna w strukturach Polskiego Państwa Podziemnego. Pełnił kolejno funkcje: oficera do zadań specjalnych Komendanta Głównego ZWZ, następnie – inspektora Obszaru Krakowsko-Śląskiego ZWZ; spotkał się wówczas z kpt. Stefanem Krzywiakiem, towarzyszem broni z września, który przekazał mu odnaleziony po bitwie nad Iłżą sztandar pułkowy. W lipcu 1941 r. pułkownika dotknął bolesny cios – zmarła jego matka; w ceremonii pogrzebowej na Cmentarzu Rakowickim w Krakowie uczestniczył z oddalenia, zgodnie z zasadami konspiracji… W październiku 1941 r. prawdopodobnie uczestniczył w konspiracyjnych przygotowaniach do powrotu marszałka Rydza-Śmigłego do Polski, zaś w listopadzie został wysłany przez gen. „Grota” na teren Okręgu Wileńskiego ZWZ, aby przekazać ppłk. Krzyżanowskiemu instrukcje generała. Doszło wówczas także do poruszającego spotkania z żoną i córkami. Po raz pierwszy od pamiętnego września… Jednak już w grudniu musiał powrócić do Warszawy, gdzie czekał na niego następny rozkaz „Grota”; płk. Fieldorf (ps. „Jordan”, „Weller”) miał objąć funkcję komendanta Obszaru Białostockiego ZWZ. Jednak szybko dały o sobie znać różnice w podejściu do pracy konspiracyjnej pomiędzy przyzwyczajonym do warszawskich metod „Wellerem”, a mjr Władysławem Linarskim „Mścisławem”, działającym do niedawna pod okupacją sowiecką. „Mścisław” bowiem uważał że sposób bycia „Wellera” zdradza w nim wojskowego, co naraża go na dekonspirację. W związku z tym gen. „Grot” odwołał „Wellera” do Warszawy.

Latem 1942 r. generał „Grot”, już jako komendant AK uznał iż w związku z nasilającym się niemieckim terrorem należy podjąć wzmożoną walkę dywersyjną i partyzancką na terenie okupowanej Polski. Zamierzenia „Grota” zyskały uznanie Naczelnego Wodza z zastrzeżeniem iż „bezwględną koniecznością jest oszczędzanie sił AK do momentu decydującego”, którym miało być powstanie… Zorganizowanie na szeroką skalę walki dywersyjnej wymagało większego aparatu bojowego i przeorganizowania dotychczasowych struktur dywersyjno-sabotażowych, a zatem 22 stycznia 1943 r. na mocy rozkazu gen. „Grota”  zostało powołane Kierownictwo Dywersji. Podczas poufnej rozmowy o bieżących i dalekosiężnych zadaniach konspiracji wojskowej gen. „Grot” mianował płk. Fieldorfa szefem Kierownictwa Dywersji Komendy Głównej AK; to właśnie on wymyślił dla niej kryptonim „Kedyw”. Właśnie wówczas pułkownik, na pamiątkę egipskiego etapu drogi z Anglii do Polski przybrał pseudonim konspiracyjny „Nil”. W skład Kedywu weszły dotychczasowe organizacje dywersyjne: Związek Odwetu wraz z ppłk Franciszkiem Niepokólczyckim „Teodorem”, „Wachlarz” (ppłk. Remgiusz Grocholski), „Osa” (nowy kryptonim – „Kosa” – ppłk. Józef F. Szajewski „Philips”) oraz oddziały utworzone na bazie harcerskich Szarych Szeregów wraz z komendantem Ryszardem Białousem „Jerzym”. Wiosną 1943 r. do Kedywu dołączyła także Komendy Główne Tajnej Armii Polskiej z mjr Janem Włodarkiewiczem „Damianem” i Tajnej Organizacji Wojskowej (mjr Jan Mazurkiewicz). Do głównych zadań „Kedywu” należały działania dywersyjne na środki komunikacji (np. wysadzanie niemieckich pociągów wiozących zaopatrzenie na front wschodni), niszczenie sieci telekomunikacyjnej, zdobywanie broni, amunicji i innych środków walki, sabotaż gospodarczy i prowadzenie akcji terrorystycznych i likwidacyjnych. Z inicjatywy gen. „Nila” powstała także największa w okupowanej Europie tajna podchorążówka AK dla instruktorów Szarych Szeregów – „Agricola”. Generał „Nil”, mimo śmiertelnego zagrożenia często jeździł w teren, przeprowadzał inspekcje i prowadził odprawy. Niewiele brakowało, aby podczas jednej z nich w okolicach Skarżyska-Kamiennej padł ofiarą niemieckiej obławy; swojego dowódcę uratowali wówczas chłopcy z oddziału Jana Piwnika „Ponurego”, którzy wyciągnęli generała z płonącego młyna i pod niemieckimi kulami przeprowadzili go do lasu. Do najbardziej brawurowych akcji Kedywu należały likwidacje funkcjonariuszy SS i Gestapo odznaczających się szczególnym bestialstwem i okrucieństwem wobec Polaków. I tak 7 września 1943 r. od kul polskiego podziemia zginął SS-Oberscharführer Franz Bürkl, komendant więzienia na Pawiaku, znany ze szczególnie sadystycznych metod pastwienia się nad osadzonymi Polakami. Następnie żołnierze Kedywu wykonali wyrok na odznaczającym się równym okrucieństwem SS-Hauptscharscharführerze Auguście Kretchmannie. Najsłynniejszą jednak akcją Kedywu był brawurowo przeprowadzony zamach na „kata Warszawy” – Franza Kutscherę, generała SS policji i Gestapo na Dystrykt Warszawski organizatora masowych egzekucji ulicznych. Poprzedzona starannym rozpoznaniem akcja (najmłodsza z wywiadowczyń, Elżbieta Dziembowska „Dewajtis” biorąca udział w rozpracowywaniu planu dnia zbrodniarza miała zaledwie 14 lat) miała miejsce 1 lutego 1944 r. „Kat Warszawy” zginął od kul dowódcy akcji Bronisława Pietraszkiewicza „Lota”, Zdzisława Poradzkiego „Kruszynki” i Michała Issajewicza „Misia”. Niestety, zginęło czterech uczestników akcji… 29 czerwca 1944 r. w związku ze zbliżającym się frontem sowiecko-niemieckim, a w związku z tym – przybliżającym się coraz bardziej momentem przygotowywanego powstania generał Tadeusz Komorowski „Bór”, następca aresztowanego przez Niemców 30 czerwca 1943 r. gen. „Grota” zadecydował o podporządkowaniu „Kedywu” strukturom operacyjnym Komendy Głównej AK. Generał „Nil” poza dotychczasowym dowództwem „Kedywu” na rozkaz gen. „Bora” realizował także zadanie specjalne: tworzył poza strukturami AK tajną organizację „Niepodległość” kryptonim „NIE”) nastawioną na ideową walkę o wolną Polskę jeśli miałaby nastąpić okupacja sowiecka, co niestety było bardzo prawdopodobne. „Dnia 27 VII gen. „Bór” liczący się z możliwością szybkiego opanowania terenów Polski przez Armię Czerwoną i przesunięcia pracy konspiracyjnej przeciwko Sowietom wyznaczył mnie na kierownika całości, a Nila na szefa sztabu”, zapisał generał Okulicki. W związku z tym obaj mieli być wyłączeni z zadań bojowych w mającym niedługo nastąpić powstaniu… Generał Nil ponownie dwukrotnie uniknął pewnej śmierci; po raz pierwszy jeszcze w czasie Powstania, kiedy wraz z mieszkańcami kamienicy w której wówczas mieszkał został schwytany przez Niemców, po raz drugi zaś już po ewakuacji do Podkowy Leśnej, kiedy Niemcy otoczyli dom, w którym przebywał. Generał ocalał wówczas dzięki… ukryciu się w wannie przykrytej drewnianym blatem służącym za stół. Jeszcze przed upadkiem Powstania generałowi „Borowi” udało się nawiązać kontakt z „Nilem”, który od gen. Okulickiego dowiedział się że ma ponownie rozpocząć organizację akcji „NIE”. Generał „Bór” wiedząc że nie uniknie niemieckiej niewoli wyznaczył gen. Okulickiego na swojego następcę. Ocaleni z Powstania członkowie Komendy Głównej AK przenieśli się do Częstochowy.

Na skutek styczniowej ofensywy sowieckiej (1945 r.) całe terytorium RP znalazło się pod okupacją ZSRS, co oznaczało narzuconą decyzję o oderwaniu kresów wschodnich Rzeczypospolitej i wzmożony terror NKWD; konspiracja stawała się coraz trudniejszym zadaniem… 7 marca 1945 r. generał „Nil” wpadł w ręce sowieckich siepaczy. Nie został rozpoznany jako dowódca NIE (miał przy sobie dokumenty na nazwisko Walenty Gdanicki), jednak po przewiezieniu do obozu w Rembertowie został 25 marca wraz z kilkoma tysiącami ludzi przewieziony do łagrów na Uralu; pułkownikowi Mazurkiewiczowi (dowódca zgrupowania „Radosław” z powstania) niestety nie udało się go odbić… Niezłomny generał nawet jednak w tak skrajnie ekstremalnych warunkach (katorżnicza praca, temperatury poniżej – 50 º C, nieustanny głód, zaś latem – masy uciążliwych insektów) nie dał się złamać. Co więcej – opiekował się współwięźniami, szczególnie młodziutkimi żołnierzami AK z których niejeden dzielił jego los… „Tam gdzie się załamywano szedł z dobrym słowem, a gdzie padano, podtrzymywał i dosłownie dźwigał”, zapamiętał jeden z jego towarzyszy katorgi na nieludzkiej ziemi. Tymczasem w okupowanej Polsce NKWD bezskutecznie poszukiwało… generała Nila, w momencie kiedy w Moskwie dopełniała się tragedia „Szesnastu”… Generał powrócił w październiku 1947 r.; chcąc być jak najdalej od granicznej zony wyjechał do Warszawy; w zrujnowanej stolicy odnalazł go dawny podkomendny z AK Stanisław Jasiński, który w wycieńczonym mężczyźnie rozpoznał swojego dowódcę. Natychmiast zabrał go do ocalonego cudem domu, gdzie jego rodzina serdecznie zaopiekowała się generałem. Już kilka tygodni później spotkał się bratem i ojcem w Krakowie, dowiedział się także że żona i córki ocalały i przebywają w Łodzi. Tam też się przeprowadził, gdzie żona natychmiast sprowadziła do niego lekarza, bowiem stan zdrowia generała nadal wymagał terapii. Nadal, jako byłemu szefowi Kedywu groziło mu śmiertelne niebezpieczeństwo. „Zdawałam sobie sprawę z niebezpieczeństwa, jakie mu grozi w kraju, gdzie szaleje bezpieka, a byli AK-owcy są tropieni, aresztowani, przeważnie likwidowani. Błagałam, żeby się starał przedostać za granicę. Nie chciał, choć jak sam twierdził, przejście granicy było dla niego drobnostką. „Moje miejsce w kraju, twierdził, tutaj są moi harcerze, moi ludzie, nikt nie powie, że uciekałem przed niebezpieczeństwem«. Wyjeżdżał ciągle do Warszawy, Krakowa, a ja truchlałam na każdy odgłos kroków na schodach w nocy, na każdy dzwonek późnym wieczorem”, wspominała Janina Fieldorfowa. Niestety, niezłomny generał wpadł w pułapkę bezpieki. Kiedy 9 listopada 1950 r. wychodził z budynku Wojskowej Komendy Rejonowej w Łodzi ubowcy siłą wepchnęli go do samochodu i wywieźli do Warszawy. Janina dopiero następnego dnia dowiedziała się o losie męża, kiedy w jej mieszkaniu urządzono kocioł...

W czasie siedemnastomiesięcznego brutalnego śledztwa niezłomnemu dowódcy Kedywu nie oszczędzono niczego; był regularnie bity i torturowany, przekazywano mu informacje o oszczerczych zeznaniach wymuszanych na dawnych podkomendnych, posługiwano się szantażem o aresztowaniu żony i córek, a nawet umieszczono go w jednej celi z hitlerowskim zbrodniarzem  Jakobem Sporrenbergiem. Rzecz jasna nie obyło się też bez prób „pozyskania” niezłomnego generała do współpracy obiecując mu wolność w zamian za ujawnienie ujawnienie archiwów Kedywu lub za wydanie do ukrywających się żołnierzy podziemia apelu o ujawnianie się. Nic jednak nie było w stanie zachwiać godną postawą generała; młodzi żołnierze AK, współwięźniowie starali się go chronić, nie mogąc znieść że człowiek tej miary jest traktowany jak zbrodniarz, on jednak nie pozwalał im się wyręczać nawet w sprzątaniu, nadal też podtrzymywał na duchu tych którzy byli bliscy załamania po bestialskich torturach. Odmawiając współpracy z bezpieką wiedział że zginie... W kwietniu 1952 r. Sąd Wojewódzki w Warszawie skazał go na śmierć na podstawie dekretu PKWN z sierpnia 1944 r. „o wymiarze kary dla faszystowsko-hitlerowskich zbrodniarzy winnych zabójstw i znęcania się nad ludnością cywilną i jeńcami oraz dla zdrajców Narodu Polskiego”; tak oto bohaterowi września 1939 r. i Organizatorowi zamachów na niemieckich zbrodniarzy i akcji odbijania więźniów z rąk gestapo rzucono w twarz oskarżenie o kolaborację z Niemcami. „Skazany Fieldorf na łaskę nie zasługuje. Skazany wykazał wielkie natężenie woli przestępczej […]. Zdaniem sądu nie istnieje możliwość resocjalizacji skazanego”, wyraził opinię sąd pod przewodnictwem komunistycznej sędzi Marii Gurowskiej. 2 lutego 1953 r. Janina widziała się z mężem po raz ostatni: „Wiedział o wyroku – pisała. – Był smutny, serce pękało mi z bólu i rozpaczy. Po raz pierwszy zostaliśmy sami i wtedy Emil powiedział: »Czy wiesz, dlaczego mnie skazali? – Bo odmówiłem współpracy z nimi”. Zabronił jednak żonie ubiegania się o skorzystanie z prawa łaski. Niezłomny generał miał ponieść śmierć w najbardziej haniebny sposób – przez powieszenie, co miało w zamiarze katów pozbawić go na zawsze honoru i zrównać z niemieckimi zbrodniarzami. Jednak, jego odwaga i godna postawa w obliczu śmierci wzbudziła podziw nawet komunistycznego prokuratora odczytującego wyrok: „Skazany patrzył mi cały czas w oczy. Stał wyprostowany. Nikt go nie podtrzymywał. Po odczytaniu dokumentów zapytałem skazanego, czy ma jakieś życzenie. Na to odpowiedział: »Proszę powiadomić rodzinę«. Oświadczyłem, że rodzina będzie powiadomiona. […] Wówczas powiedziałem: »Zarządzam wykonanie wyroku«. Kat i jeden ze strażników zbliżyli się. Odbyło się to wszystko błyskawicznie. Nie używano przemocy, poza wykonaniem samego aktu powieszenia. Skazaniec nie był skrępowany – przynajmniej do momentu przystąpienia do egzekucji. […] Postawę skazanego określiłbym jako godną. Sprawiał wrażenie bardzo twardego. Można było wprost podziwiać opanowanie w obliczu tak dramatycznego wydarzenia. Nie krzyczał i nie wykonywał żadnych gestów. Po egzekucji, chyba po kilku minutach, lekarz polecił opuścić ciało na ziemię”. Była godzina 15.25, gdy stwierdzono zgon. Tak zginął niezłomny generał Emil August Fieldorf „Nil”; zwłoki zostały wrzucone do bezimiennego dołu na powązkowskiej Łączce; jak do tej pory nie zostały zidentyfikowane, choć prawdopodobne znajdują się wśród odnalezionych. „Rozstrzelana armia wciąż czeka na szefa Kedywu” jak pięknie napisała Anna Zechenter.

Jest to tylko fragment artykułu dr Moniki Makowskiej, który ukazał się w lutowym numerze miesięcznika "Wpis" z 2023 r. Zapraszamy do prenimeraty naszego miesięcznika. 

Prenumerata miesięcznika WPIS na rok 2026. Wydanie drukowane

Prenumerata miesięcznika WPIS na rok 2026. Wydanie drukowane

 

Miesięcznik „Wpis” już od szesnastu lat pozostaje wierny swym założeniom i przedstawia Czytelnikom podstawowe wartości, a więc wiarę, patriotyzm i sztukę.
Publikują u nas tak znakomici autorzy, jak m.in.: Adam Bujak, ks. prof. Waldemar Chrostowski, Leszek Długosz , prof. Ryszard Kantor, dr Marek Klecel, ks. prof. Janusz Królikowski, prof. Grzegorz Kucharczyk, dr Monika Makowska, prof. Aleksander Nalaskowski, prof. Andrzej Nowak, prof.

 

Komentarze (0)

  • Podpis:
    E-mail:
  • Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników serwisu. Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za ich treść. Wpisy są moderowane przed dodaniem.

Zamknij X W ramach naszego serwisu stosujemy pliki cookies. Korzystanie ze strony bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym.