„Fraszka była (…) rycerzowi polskiemu gonić przed sobą krocie czerni i pohańców”, czyli jak wychować pokolenie niepodległościowe. Henryk Sienkiewicz i jego „Trylogia”
Pierwsze spotkanie pana Skrzetuskiego z Heleną. Ilustracja Juliusza Kossaka do "Ogniem i mieczem" Henryka Sienkiewicza. Fot. Polona Podjęcie wyzwania stworzenia powieści historycznej w czasie, w którym wśród światowej krytyki literackiej nie brakuje głosów, iż jest to gatunek pozbawiony racji bytu, już samo w sobie jest bardzo odważną decyzją. W momencie, kiedy wspomniane wyzwanie podejmuje młody pisarz, bez wątpienia wybitny, ale dotąd realizujący się głównie w tematyce współczesnej, podobna decyzja nabiera wymiarów sensacyjnych. Napięcie osiąga punkt kulminacyjny, jeśli jest to twórca pracujący nad dziełem poświęconym chwalebnym czynom oręża polskiego osadzonym w realiach XVII-wiecznej Rzeczypospolitej, a do tego pisze ów utwór w dobie szalejącej carskiej cenzury i pruskich prześladowań. Tym, który odważył się zaprotestować w ten sposób przeciwko poczynaniom zaborczych imperiów, był Henryk Sienkiewicz, a jego „Trylogia”, której pierwsza część – „Ogniem i mieczem” powstawała w opisywanych spektakularnych okolicznościach, miała nie tylko stać się literackim arcydziełem, ale i wychować pokolenie przychodzące na świat w momencie jej powstawania i zdobywania szturmem serc czytelników - nie tylko polskich, bowiem pierwsze przekłady (na język francuski i inne) pojawiły się zadziwiająco szybko. I to właśnie temu pokoleniu dane było wywalczyć niepodległą Polskę, której autor „Trylogii” niestety już nie dożył.
„’Ogniem i mieczem’ stało się wydarzeniem w życiu zgnębionego terrorem zaborców narodu polskiego. Takiego utworu społeczeństwo oczekiwało w latach ciemnej nocy Apuchtinowskiej w Warszawie i szalejącego bezprawia w zaborze pruskim”, pisał Tomasz Jodełka-Burzecki, znakomity znawca twórczości Sienkiewicza, a przy tym... żołnierz AK, dodając, iż „zanim jeszcze ukazały się pierwsze odcinki tej powieści, wytworzyła się specyficzna atmosfera wokół... samego zamiaru!”. Hrabia Stanisław Tarnowski, profesor i rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego, autor pierwszej, wielce entuzjastycznej recenzji „Ogniem i mieczem”, a później i pozostałych części „Trylogii”, wspominał, iż nie brakowało obaw, czy „autor [współczesnych] szkiców i obrazków” podoła wielkiej historycznej kompozycji, opisom apokaliptycznych klęsk i spektakularnych zwycięstw i czy będzie potrafił stworzyć postacie odpowiadające siłą wyrazu monumentalnej panoramie dziejowej. Pierwszym, który uwierzył, iż młody pisarz dysponuje wystarczającą siłą talentu, erudycją i „znajomością patriotycznego zawodu”, był wiekowy romantyczny poeta i powstaniec listopadowy Józef Bohdan Zaleski, przyjaciel nieżyjących już wówczas Adama Mickiewicza i Fryderyka Chopina; jeszcze powieść nie została ogłoszona w całości w odcinkach na łamach warszawskiego „Słowa”, kiedy sędziwy wieszcz wyraził swoje gorące poparcie dla młodszego kolegi: „pomodlę się (...) chętnie o spokój święty i chrześcijańską cierpliwość dla młodego pana Henryka. (...) Szczęść Boże poecie (!) na wzrost i chwałę narodu polskiego! (...) Błogosławię mu z rzewnością starca nad grobem!”. Pierwsza powieść z cyklu „Trylogii” – „Ogniem i mieczem”, jeszcze w czasie, kiedy ukazywała się w odcinkach we wspomnianym warszawskim „Słowie” i w krakowskim „Czasie,” nikogo nie pozostawiła obojętnym. Jak w przypadku każdego niemal utworu reprezentującego poziom literackiego arcydzieła, wywołała skrajne emocje; entuzjaści wyrażali się o niej w samych niemal superlatywach, zaś przeciwnicy prawie wszystko w niej krytykowali; nawet jednak oni przyznawali, że nie sposób oderwać się od lektury, obdarzając autora np. niepozbawionym złośliwości mianem „uwodziciela wyobraźni”, realizującego „polski sen o urodzie”; najlepszy dowód, iż z wyjątkiem jednego może Aleksandra Świętochowskiego nie było krytyka, przed którym nie obroniłby się pan Zagłoba, nawet jeśli zyskiwał mało sympatyczne określenia w rodzaju „sfinks ze łbem wieprza” (Prus). Czyżby polski Falstaff potrafił znaleźć odpowiedni fortel nie tylko na swojego autora, ale nawet i na krytyków?
Pierwszym historykiem literatury, który przyznał najwyższą rangę talentowi i artyzmowi Sienkiewicza jako autora powieści historycznej, był wspominany już hrabia Stanisław Tarnowski. Uznał on, iż autorowi „Ogniem i mieczem” udało się nie tylko stworzyć pełne kawalerskiej fantazji i rycerskiej godności postacie, ale i odnaleźć sposób na zachowanie równowagi pomiędzy wiernością historii a wyobraźnią artysty. W tej kwestii Sienkiewicz miał według Tarnowskiego przewyższyć zarówno Waltera Scotta, pierwszego wybitnego twórcę powieści historycznych, osadzonych w burzliwych dziejach Szkocji, jak i Alexandre’a Dumasa, autora zawrotnie popularnych „Trzech muszkieterów”. „Walter Scott, mistrz najpierwszy, a bodaj czy nie największy jeszcze w tym rodzaju, odgaduje szczęśliwie charakter epok, ale go fałszuje, chcąc i mniemając upiękniać. Dumas w ‘Muszkieterach’ bardzo znakomity, bawi się historią tego czasu raczej niż ją pojmuje, zna i odtwarza jego kronikę plotkarską i skandaliczną raczej niż jego stronę poważną”, pisze Tarnowski, dodając, iż nawet niemiecki historyk literatury Georg Gervinius, wielki przeciwnik powieści historycznej, nie mógłby odmówić Sienkiewiczowi zarówno uczciwości w zgłębianiu źródeł i opracowań, jak i talentu literackiego. Dysponując jednym i drugim, Sienkiewicz dokonał chyba po raz pierwszy na gruncie powieści historycznej tego, co do tej pory osiągnąć można było jedynie orężem, ewentualnie piórem, ale dyplomaty - obronił królewską godność Rzeczypospolitej i jej prawo do odzyskania niepodległości. Ta sprawa według Tarnowskiego szczególnie dobitnie wybrzmiała w pełnej napięcia rozmowie Chmielnickiego z panem Skrzetuskim na Siczy; ten pierwszy, już zdeterminowany do rozpoczęcia działań zbrojnych, rzuca twarde oskarżenia przeciwko „Lachom”, jednak polski rycerz potrafi obronić honor Rzeczypospolitej: „my sami, nasi historycy z pokornym sercem do skruchy skłonni oskarżamy się nieraz nad miarę win naszych”, pisze Tarnowski. „Skrzetuski tę miarę znajduje. Nie – nie było ucisku poddanych większego, był mniejszy niż współcześnie w oświeconych krajach Europy. (...) Nie – nie było tyle win, jak oni mówią, jak my sami myślimy; było tam, jak wszędzie w naszych dziejach (na naszą szkodę może) grzechów opuszczenia więcej aniżeli uczynkowych (...). A zasług było tyle, ile ich Skrzetuski słusznie wylicza. On prawdę mówi i w sądzie szala na jego, na polską przeważa się stronę. On stoi tu jak głos sumienia i prawdy, jak wcielona Polska, która by swej sprawy i sławy broniła”, podkreśla krakowski profesor. Skrzetuski niewątpliwie należał do jego ulubionych postaci; w epickim pojedynku polskiego rycerza z dzikim kozackim watażką Burdabutem w bitwie pod Machnówką Tarnowski widział „bój w bohaterskim poemacie z homeryczną płaskorzeźbową plastycznością”, a już prawdziwego mistrzostwa pióra Sienkiewicz dowiódł według niego, opisując dramatyczne przedarcie się naszego rycerza przez stawy zbaraskie do króla: „to jego brodzenie po wodach, błotach i trzcinach, niebezpieczeństwo, obrzydzenie i strach, kiedy spotyka moknące w wodzie trupy, przywidzenia, halucynacje, głód, zimno i gorączka, w którą wpada, obraz bardzo niespodziewany, bardzo szczegółowo i plastycznie wykonany w swoim rodzaju, jest to doskonałość”, podkreśla hrabia-profesor. Dodajmy, iż w Skrzetuskim widzi o wiele doskonalszą kreację literacką oficera od... dumasowskiego d’Artagnana, który jest miłym i grzecznym dworskim kawalerem, śmiałym aż do zuchwalstwa pojedynkowiczem i awanturnikiem, ale w żadnym wypadku nie ma sobie nic z rycerza, brak mu także epickiej wielkości. Dla zachowania równowagi oddajmy sprawiedliwość i rywalowi pana Skrzetuskiego; barwną postać Bohuna – kozackiego watażki, którego gwałtowność w nienawiści słusznie przeraża, ale heroizm w boju niewątpliwie może imponować, a już głębia cierpienia w niespełnionej miłości do Heleny niejednokrotnie wywoływała łzy czytelniczek, Tarnowski uważał za wspaniałą kreację bohatera tragicznego, nazywając go... „Romeem (!) z kozaczą energią i dumą i kozaczą tęskną dumką w słowach”. Zachwyt krakowskiego literaturoznawcy nie ominął i postaci przyjaciół pana Skrzetuskiego; męczeńska śmierć pana Longina Podbipięty była dla Tarnowskiego najpiękniejsza i najbardziej heroiczna w całej literaturze świata, w panu Michale Wołodyjowskim rozwijającym swój potencjał szermierczy w miarę postępowania akcji powieści widział dowód na przewagę zręczności (dziś powiedzielibyśmy – techniki) nad siłą, co szczególnie uwydatniło się w słynnym pojedynku z Bohunem, a już pan Zagłoba, który choć w bitwie „ma wstręt do tłumu i gorąca nie lubi”, to jednak kiedy fortele nic już nie pomogą, potrafi się zdobyć nawet i na odwagę, po prostu podbija serce czytelnika – zwłaszcza przychylnego Sienkiewiczowi literaturoznawcy. Jedyne, co Tarnowski ma pisarzowi do zarzucenia, to niedosyt, który pozostawia po sobie zakończenie powieści; krakowski profesor pragnąłby ujrzeć równie epicki opis bitwy pod Beresteczkiem, jak miało to miejsce w przypadku Machnówki i Konstantynowa, aż w końcu – Zbaraża, jednak brak takowego przypisał... zmęczeniu debiutującego przecież w powieści historycznej autora, dodając jednakże, iż takie zakończenie byłoby wystarczające w wykonaniu każdego innego pisarza.
Oczywiście zawrotne powodzenie „Ogniem i mieczem”, podobnie jak wspomniana entuzjastyczna recenzja takiego autorytetu jak hrabia Tarnowski, spowodowało gwałtowny atak krytyków na Sienkiewicza i jego najnowsze dzieło. Najostrzejszy, wręcz paszkwilancki tekst wyszedł spod pióra lojalistycznego wobec władz carskich pozytywistycznego działacza warszawskiego, Aleksandra Świętochowskiego. Przyznawał on rację francuskiemu filozofowi Hippolyte Taine’owi, uznając, że powieść historyczna jako taka jest gatunkiem szkodliwym, bowiem opartym na kłamstwie; odmówił powieści jakiejkolwiek wartości, zarzucając Sienkiewiczowi niemal wszystko – od zakłamywania historii, braku znajomości Ukrainy i jej języka, poprzez... nudę w konstruowaniu akcji („co robią ‘czterej muszkieterowie’? Biją się, odpoczywają i znowu się biją”), aż po... brak przestrzegania jakichkolwiek zasad zarówno w konstrukcji utworu, jak i w moralności. Nic dziwnego, iż pod adresem podobnych zoilów Sienkiewicz napisał z goryczą: „czego ta psiarnia chce ode mnie? Żem porządną powieść napisał”. Wśród głosów krytycznych nie zabrakło i Zygmunta Kaczkowskiego, do czasu ukazania się „Ogniem i mieczem” uważanego za wybitnego autora powieści historycznych. To u niego pojawiła się słynna uwaga na temat obchodzenia się przez Sienkiewicza z końmi, które pod Machnówką ledwo włóczyły nogami z wyczerpania, a pod Konstantynowem dokonywały cudów wytrwałości, uznał też, że inflancka kobyła pana Longina i rumak Pułjana musiały być… wypożyczone z cyrku, bowiem żadne konie nie stałyby spokojnie podczas siłowego pojedynku swoich jeźdźców. Kaczkowski wyraźnie nie lubił też pana Skrzetuskiego, który dla niego jest zbyt bierny, zbyt płaczliwy (a któż by nie płakał w jego sytuacji na zgliszczach Rozłogów!) i... niepolski. Oddał jednak sprawiedliwość epickiej scenie przejścia bohatera przez stawy zbaraskie do króla i pięknym opisom krajobrazów, jednocześnie twierdząc złośliwie, iż Sienkiewicz potrafi brak znajomości strategii i taktyki w scenach batalistycznych nadrobić talentem. Tego ostatniego jednak rywalowi po piórze nie śmiał odmówić. Wśród recenzentów należy oddać sprawiedliwość Bolesławowi Prusowi, który sam twierdząc, że „łatwiej jest krytykować niż tworzyć” napisał niepozbawione konstruktywności studium. To od niego pochodzą słynne określenia naszych czterech przyjaciół: „gilotyna w ludzkiej postaci” – to o panu Longinie, „śmiertelnie kąsająca osa” (pan Michał), wspomniany sfinks z głową nieco mniej szlachetnego zwierzęcia – to pan Zagłoba, do którego Prus ma jednak wyraźną słabość, choć uważa go za niekonsekwentnego pod względem psychologicznym, bo niby dlaczego ten niegrzeszący odwagą łgarz i pieczeniarz decyduje się uratować Helenę, narażając się nieobliczalnemu Kozakowi? Pana Skrzetuskiego z kolei przyszły autor „Lalki” uważa za postać tak doskonałą w poświęceniu się dla Rzeczypospolitej (nie, to nie ma być komplement!), że „on się staje człowiekiem tylko wówczas, gdy trzeba znaleźć się w winiarni Dopuła i wybić drzwi głową Czaplińskiego, albo też obiecywać Helenie dwunastu synów, dwanaście takich jak on abstrakcji (!)”. Prus nie chciał także wybaczyć Sienkiewiczowi uczynienia z księcia Jeremiego Wiśniowieckiego heroicznego wodza, którego on sam za takowego bynajmniej nie uważał. Oddając sprawiedliwość Prusowi, przyznajmy jednak, iż mimo całej swej złośliwości stwierdził, że jego kolega po piórze dysponuje taką skalą talentu, iż nawet pisząc o starej cegle potrafiłby stworzyć arcydzieło. (...)
Jest to tylko fragment artykułu dr Moniki Makowskiej. Do zapoznania się z całością zapraszamy na łamach miesięcznika "Wpis" nr 175 z maja 2025 r.

WPIS 05/2025 (e-wydanie)
Ukazał się majowy numer Waszego ulubionego miesięcznika; najnowszy „Wpis” już w sprzedaży! Jak każdego miesiąca znajdziecie w nim cały cykl felietonów na aktualne tematy, podobnie jak serię artykułów powiązanych z bieżącymi rocznicami i wydarzeniami. Habemus papam! 8 maja, w święto Matki Bożej Pompejańskiej i we wspomnienie św. Stanisława Biskupa i Męczennika, patrona Polski, kardynałowie wybrali nowego Ojca Świętego. Pochodzący z USA kard.

Dzieje Polski. Tom 1. Skąd nasz ród
Pierwszy tom pomnikowych "Dziejów Polski", napisanych przez wybitnego historyka z Uniwersytetu Jagiellońskiego i Polskiej Akademii Nauk prof. Andrzeja Nowaka, obejmuje okres od początków państwa polskiego do 1202 r. (śmierć Mieszka III Starego). Osoba autora gwarantuje publikację na najwyższym poziomie naukowym i literackim, napisaną właściwym dla prof. Nowaka pięknym, a jednocześnie przystępnym językiem.

Dzieje Polski. Tom 2. Od rozbicia do nowej Polski
Drugi tom bestsellerowych "Dziejów Polski" pióra znakomitego historyka prof. Andrzeja Nowaka. Kontynuacja opowieści o burzliwych losach naszego kraju w okresie rozbicia dzielnicowego. Tom obejmuje okres od śmierci księcia Mieszka Starego w 1202 r. i objęcia władzy w Krakowie przez Władysława Laskonogiego, aż do wkroczenia Kazimierza Wielkiego na Ruś w 1340 r. Autor w fascynujący sposób przybliża wysiłki zmierzające do odnowienia Królestwa Polskiego podjęte w XIII w.

Dzieje Polski. Tom 3. Królestwo zwycięskiego orła
Kolejny tom wspaniałej historii Polski opowiedzianej piórem profesora Andrzeja Nowaka liczy 464 strony, czyli o 80 więcej niż poprzednia część. Podobnie jak dwa poprzednie tomy charakteryzuje się wysokim poziomem edytorskim. Zdobią go liczne fotografie, rysunki, ryciny i mapy, które nie tylko dopełniają narrację autora, ale i poruszają wyobraźnię czytelnika.
Dzieło to owoc wspaniałego warsztatu badawczego, niesamowitego talentu pisarskiego i ogromnej wiedzy profesora Nowaka.

Dzieje Polski. Tom 4. Trudny złoty wiek.
Wreszcie jest z niecierpliwością oczekiwany przez tysiące Polaków kolejny tom wielkiego dzieła prof. Andrzeja Nowaka - czyli czwarty tom "Dziejów Polski"! W czwartym tomie "Dziejów Polski" prof. Andrzej Nowak opowiada o trudnym złotym wieku, czyli latach 1468 - 1572.
Prof. Andrzej Nowak wkracza w czwartym tomie epokowego dzieła „Dzieje Polski” w okres największej świetności Rzeczypospolitej.

Dzieje Polski. Tom 6. Potop i ogień
Oj, działo się, działo! Kolejny tom „Dziejów Polski” prof. Andrzeja Nowaka obejmuje krótszy okres czasu. Ale biorąc pod uwagę natłok ważnych dla narodu oraz państwa wydarzeń, niektórych brzemiennych w skutki na całe wieki, łatwo zrozumieć, dlaczego Autor poświęcił tym latom tak dużo miejsca. To nie Autor spowolnił pisanie, lecz w omawianym czasie historia bardzo przyspieszyła.

Dzieje Polski. Tom 7. Upadanie i powstawanie
Co za czasy w Rzeczypospolitej! Od sławionego w całej Europie zwycięstwa pod Wiedniem w 1683 r. po widmo upadku państwa – zaledwie pół wieku później… Siódmy tom „Dziejów Polski” prof. Andrzeja Nowaka czyta się nie jak jeden, ale jak kilkanaście scenariuszy hollywoodzkich superprodukcji historycznych. W tym okresie Rzeczpospolita niestety doznaje porażek jak nigdy dotąd.

Polski my naród
Polskość i patriotyzm stanowią kanwę tej niezwykłej książki, utkanej z rodzimej historii, obyczajowości, tradycji. To właśnie pośród nich uwił sobie gniazdo przed wieloma wiekami dumny polski Orzeł. Umiłowanie Ojczyzny wypisywali Polacy na sztandarach przez stulecia. Jako naród przetrwaliśmy różne dziejowe kataklizmy i istniejemy do dzisiaj tylko dlatego, że zachowaliśmy miłość do Polski.





Komentarze (0)
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników serwisu. Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za ich treść. Wpisy są moderowane przed dodaniem.