Chrystus czy „szlachetna oliwka”? Polscy biskupi między Kościołem a judaizmem. Raz jeszcze o liście kardynała Rysia
Correggio. Opłakiwanie Chrystusa. Fot. Wikimedia Prezentujemy poruszający tekst red. Tomasza Wybranowskiego z Radia Wnet
Dziś, w Wielki Czwartek – dzień ustanowienia sakramentu kapłaństwa i Eucharystii – wraca pytanie najbardziej zasadnicze: czy fundamentem Kościoła pozostaje Chrystus, czy też zaczyna się nim stawać coś innego? I właśnie dziś trzeba zapytać wprost: czy ten sam Kościół nie zaczyna odsuwać Chrystusa ze swojego centrum?
Kardynał Ryś wzywa do pielgrzymek do synagog, bo widzi potrzebę dialogu. W świecie spolaryzowanym, gdzie słowo „inny” często zamienia się w „wróg”, Kościół potrzebuje ludzi odważnych, którzy potrafią wyjść poza własną bańkę. To nie tworzy jednak klimatu i zgody na relatywizm. To świadome przyjęcie faktu: istnieje druga tradycja, inna perspektywa czy punkt odniesienia. Spotkanie w synagodze nie zmienia fundamentu naszej wiary, ale pozwala nam go zrozumieć w kontekście, w którym żyli nasi przodkowie i wciąż żyją inni ludzie.
Jezus w oczach rabinów
Bo dialog bez fundamentu jest pusty. Ale fundament bez dialogu staje się betonowym murem zamykającym nas w niewiedzy i stereotypach. I właśnie o tym kardynał Ryś nam przypomina, że nasza siła tkwi w rozumieniu, w obecności i w świadomym spotkaniu z tym, co inne. Wszystko to piękne, wszak pod jednym warunkiem. Jakiego? Wzajemnego szacunku! I tutaj dochodzimy do sedna.
Oto pojawia się moment trudny, który niektórzy odbierają jako bardziej niż kontrowersyjny. Judaizm nie uznaje bowiem Jezusa za Mesjasza ani Syna Bożego. W tradycji rabinicznej Jezus jest postacią historyczną, nauczycielem i kaznodzieją, Jezus w tym ujęciu jest osobą, której nauki były w sporze z nauką żydowskich przywódców tamtego czasu. W Talmudzie pojawiają się wzmianki o „Yeszu”, które raczej komentują samą historię. Nie chodzi mi o nienawiść czy podziały, lecz o odmienny punkt widzenia: Jezus nie jest fundamentem judaizmu.
Nie ma więc miejsca na kult religijny w Jego imię, a jego rola jest oceniana w kategoriach dyskusji teologicznej i historycznej.
Dla wielu katolików może to brzmieć jak prowokacja. Ale właśnie tu leży sedno: spotkanie nie oznacza rezygnacji z własnej wiary. Oznacza konfrontację z różnicą, z faktem, że nie każdy dzieli nasze podstawy. I dopiero w tej konfrontacji możemy zrozumieć siebie, swoją wiarę i swoją historię. Tylko dlaczego to zawsze My katolicy mamy się konfrontować i udowadniać, że nie jesteśmy więlbłądem.
Dlaczego Ryś każe nam iść do synagogi?
Od lat żaden list polskich biskupów nie wywołał tak gwałtownych reakcji, jak ten opublikowany w niedzielę 22 marca 2026, poświęcony relacjom z judaizmem. Paweł Lisicki, redaktor naczelny „Do Rzeczy”, komentował:
„Od lat żaden list napisany przez polskich biskupów nie wywołał tak gwałtownych reakcji jak ten opublikowany w niedzielę 22 marca i poświęcony relacjom z judaizmem. Trudno się dziwić.”
Już to pierwsze zdanie wskazuje, że nie mamy do czynienia z marginalną polemiką, lecz z głębokim pęknięciem w odbiorze nauczania Kościoła przez wiernych. Niepokój nie bierze się z emocji ani z braku zrozumienia, ale z powodu słów, ich wielkiego ciężaru i konsekwencji.
W liście stwierdzono: „Bóg, wierny swym obietnicom, nie odwołał Pierwszego Przymierza. Izrael pozostaje nadal narodem wybranym.” Z pozoru jest to stwierdzenie teologiczne zgodne z nauką Starego Testamentu, ale właśnie tu pojawia się napięcie, które wierni natychmiast wychwytują. Lisicki wskazuje na niepokojący przesunięty akcent: „Wygląda na to, że Kościół traci w ogóle własną tożsamość i fundament, którym był Chrystus, kamień węgielny. Otóż według listu to nie Chrystus jest fundamentem Kościoła, ale ‘szlachetna oliwka’, czyli Żydzi, którzy Chrystusa odrzucili.”
To nie jest drobna różnica interpretacyjna. To zmiana hierarchii duchowej. Jeśli bowiem nie Jezus Chrystus, lecz naród wybrany staje się punktem odniesienia, to fundament zostaje przesunięty. A dla wiernych jest to punkt krytyczny, ponieważ fundament Kościoła katolickiego nie jest pojęciem symbolicznym ani kulturowym — jest nim Jezus Chrystus. Każda próba jego relatywizacji, nawet pośrednia, rodzi sprzeciw.
Kolejnym problemem jest fragment dotyczący czasów ostatecznych. Dla chrześcijan Mesjasz już przyszedł. Dla Żydów dopiero przybędzie. Tymczasem biskupi sugerują, że różnica ta jest drugorzędna, a tym, co wspólne, ma być jedynie oczekiwanie. Ale oczekiwanie bez określenia, kim jest Ten, na którego się czeka, traci sens teologiczny. W tym miejscu wierni dostrzegają nie tylko nieprecyzyjność, ale realne odejście od chrystocentryzmu.
Lisicki podkreśla również wezwanie zawarte w liście: „Odwiedźmy 13 kwietnia synagogę. Wspomnijmy mężczyzn i kobiety, których modlitwami przez wieki nasiąkały mury bożnic.” Sam gest może być odczytany jako zaproszenie do dialogu, ale w kontekście całego dokumentu rodzi pytanie o proporcję i kierunek. List przywołuje również Jana Pawła II, co — zdaniem Lisickiego — może działać jak emocjonalny nacisk: „albo przyjmie się błędne tezy, albo odrzuca się naukę polskiego papieża.”
Tło polityczne dodatkowo komplikuje sytuację. Wojna Izraela z Iranem, agresywny syjonizm, rugowanie chrześcijan z Ziemi Świętej i projekt Wielkiego Izraela sprawiają, że list może być odczytywany jako sympatia dla określonej wizji geopolitycznej. Wierni widzą więc nie tylko problem teologiczny, ale także kontekst, który wzmacnia ich niepokój.
Dialog i jego granice w ujęciu kardynała Rysia
Kardynał Grzegorz Ryś, w kontekście rocznicy wizyty Jana Pawła II w synagodze w Rzymie, stawia pytanie: „Czy byłeś już w synagodze?” Pytanie to, choć pozornie proste, niesie ze sobą poważne konsekwencje. Jest zaproszeniem do wyjścia poza własną perspektywę, do spotkania z tradycją, która nie uznaje Chrystusa za fundament wiary.
Ryś wskazuje: „Wyjście do synagogi to lekcja pokory i odpowiedzialności. Pokory – bo zdajemy sobie sprawę, że świat nie kręci się wokół nas i naszej perspektywy. Odpowiedzialności – bo stajemy się świadkami historii, w której różne tradycje współistnieją na tej samej ziemi, od wieków.” Jednak zestawienie tej wizji z treścią listu biskupów prowadzi do trudnej konkluzji: dialog zaczyna być postrzegany jako równoważenie tego, co w chrześcijaństwie nie jest równoważne.
Problem nie polega na samym spotkaniu. Problem polega na braku wyraźnego wskazania, że fundament pozostaje niezmienny. W przeciwnym razie wierni odbierają to jako próbę przesunięcia środka ciężkości — z Chrystusa na relację, z prawdy na doświadczenie, z tożsamości na otwartość.
Symbolicznie oddaje to fragment pewnego wiersza:
„Miasto otworzyło się przed nim jak księga
i zamknęło jak pięść…
Policjant – na chwilę większy niż historia
– podniósł rękę i zatrzymał drogę do Grobu.”
Otworzyć i zamknąć — to napięcie między dialogiem a granicą. Dialog wymaga obecności, ale fundament wiary wymaga jasności.
Jezus w świetle Tory i Talmudu — realna sprzeczność fundamentów
Aby zrozumieć skalę problemu, trzeba sięgnąć do źródeł judaizmu. W Torze czytamy: „Ty bowiem jesteś ludem poświęconym Panu, Bogu twemu. Ciebie wybrał Pan, abyś był szczególną Jego własnością spośród wszystkich narodów” (Pwt 7,6–8). Jest to fundament tożsamości Izraela. Jednak w chrześcijaństwie to wybranie znajduje swoje wypełnienie w Jezusie Chrystusie, czego judaizm nie uznaje.
Jeszcze wyraźniejsza różnica pojawia się w Talmudzie. W Sanhedryn 105a: „Sprawiedliwi spośród narodów świata mają udział w świecie przyszłym.” To otwarcie na uniwersalny wymiar moralny. Jednak Sanhedryn 43a przedstawia postać Yeshu:
„W przeddzień Paschy powieszono Yeshu. Przez czterdzieści dni przed wykonaniem wyroku herold wołał: ‘Ma być ukamienowany, ponieważ uprawiał czary i zwodził Izrael, odciągając go od Boga. Każdy, kto może coś powiedzieć na jego obronę, niech przyjdzie i to powie.’ Ale nie znaleziono nic na jego obronę i powieszono go w przeddzień Paschy.”
W innym miejscu (Sotah 47a): „Yeshu praktykował czary i zwiódł Izrael.” Te fragmenty, niezależnie od sporów interpretacyjnych, pokazują jasno, że klasyczna tradycja rabiniczna nie uznaje Jezusa za Mesjasza. I to właśnie w tym miejscu należy postawić najmocniejszy akcent: dla chrześcijan Jezus Chrystus jest Synem Bożym i Odkupicielem świata. Dla judaizmu już zdecydowanie nie!
Dlaczego więc mam nawiedzać synagogę, miejsce w którym nikt nie czci Jezusa i traktuje się go za jakiegoś „czarownika”?
To nie jest różnica kulturowa ani drugorzędna. To sprzeczność fundamentów. Dlatego zestawianie tych dwóch porządków w sposób sugerujący równorzędność budzi sprzeciw wiernych. Nie dlatego, że odrzucają dialog, lecz dlatego, że widzą zagrożenie dla centrum swojej wiary.
Siedem przykazań noachickich daje nie-Żydom status moralny, ale w perspektywie chrześcijańskiej nie zastępuje zbawienia w Chrystusie. Próba przesunięcia akcentu w stronę tych kategorii prowadzi do osłabienia chrystologii. (...)
Jest to tylko fragment tekstu red. Tomasza Wybranowskiego. Do zapoznania się z całością zapraszamy na stronie Radia Wnet.

Droga Krzyżowa. Proroczy głos z Koloseum
Słowa rozważań kard. Josepha Ratzingera z roku 2005 są dziś jeszcze bardziej aktualne niż wówczas. Wygłosił je owego roku w Wielki Piątek podczas nabożeństwa Drogi Krzyżowej w Koloseum, odprawianego w zastępstwie ciężko chorego Jana Pawła II. Najbliższy współpracownik Papieża napiętnował tych, którzy będąc w Kościele, odchodzą od nauki Chrystusa i ją przeinaczają. Którzy się sprzeniewierzają Zbawcy.

Bez Boga nie ma zbawienia
Wielu będzie zaskoczonych, czytając tę książkę. Nie zawsze spotyka się bowiem opinie tak odważne – formułowane zwłaszcza przez osobę duchowną – a zarazem tak głęboko przemyślane. O. prof. Dariusz Kowalczyk SJ wykazuje się wielką wiedzą na temat Kościoła, chrześcijaństwa, ale także aktualnych spraw społecznych i narodowych. W rozmowie z dr.

Via Crucis. Rozważania Drogi Krzyżowej
Wszyscy kojarzymy wielkopiątkowe Drogi Krzyżowe z Janem Pawłem II w Koloseum, pamiętamy, jak wielkim czcicielem Krzyża był polski Papież. Mało kto jednak wie, że Ojciec Święty niemal co piątek odprawiał nabożeństwo Drogi Krzyżowej na… dachu Pałacu Apostolskiego. Znajduje się tam ogród z 14 stacjami wykonanymi na polecenie Pawła VI.

Złoty cielec i fałszywi prorocy. Państwo jako narzędzie walki z Bogiem
Doświadczamy obecnie prawdziwej inwazji państwa na nasze umysły, szczególnie na naszą wiarę. Takie działania znamy z historii, najnowszej i tej dawniejszej. Okres bolszewicki w Polsce (PRL), niemiecka okupacja, czas zaborów i konfederacji targowickiej – wszystko to wiązało się z pozbawieniem kraju niepodległości, narodu – wolności, a poszczególnego obywatela – swobodnego dostępu do oświaty i dóbr narodowej kultury.

Wspaniałość chrześcijaństwa
Jak żyć bez wiary w Boga? Niektórzy próbują, ale zwłaszcza w naszych czasach niespotykanego zamętu pojęć oznacza to tylko pogłębienie wewnętrznego chaosu człowieka. Autor pisze wprost: „żyjemy w cywilizacji skupionych na sobie konsumentów, którzy za pomocą zgiełku i rozrywki usiłują zagłuszyć w sobie dojmujący brak sensu życia”. Ks. prof.





Komentarze (0)
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników serwisu. Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za ich treść. Wpisy są moderowane przed dodaniem.