Barwne życie podróżnika Pawła Edmunda Strzeleckiego
Edmund Paweł Strzelecki (1797-1873) – podróżnik, geolog, geograf i odkrywca. Jako pierwszy zdobył najwyższy szczyt Australii i nadał mu nazwę Góra Kościuszki. Fot. za miesięcznikiem WPIS. Znany pianista Artur Rubinstein opisał w książce „Moje długie życie” takie oto zdarzenie. Podczas pobytu na Antypodach zapytał gubernatora Australii jak to się stało, że najwyższa góra kontynentu otrzymała nazwisko polskiego bohatera narodowego. Gubernator roześmiał się: Ach, i pan dał się na to nabrać! - Na co nabrać? – zdziwił się Rubinstein. – Na te niemożliwe do wymówienia aborygeńskie nazwy. – Ależ proszę pana, tutaj nie może być wątpliwości – oponował pianista. Kościuszko, to może być tylko polskie nazwisko. – Ha, ha, ha, ileż razy już to słyszałem! – odparł gubernator.
Choć historia ta wydarzyła się przed wielu laty, wiedza Australijczyków nie uległa od tamtego czasu poprawie. A przecież każdy (albo prawie każdy) Polak wie, że nazwa pochodzi od nazwiska Tadeusza Kościuszki, przywódcy powstania 1794 r., generała, uczestnika wojny o wolność Stanów Zjednoczonych. Najwyższą górę Australii nazwał jego imieniem XIX-wieczny polski podróżnik Paweł Edmund Strzelecki, którego życiorys jest nie mniej ciekawy niż biografia Naczelnika.
Bystry i pojętny chłopiec
Paweł Edmund Strzelecki urodził się 20 lipca 1797 r. w Głuszynie koło Poznania w zubożałej rodzinie szlacheckiej. Jego ojciec dzierżawił bez większych sukcesów niewielki majątek, czego efektem była utrata dzierżawy. Był dzieckiem bystrym i pojętnym, z żywą wyobraźnią i dowcipem. Pisywał komedyjki odgrywane wieczorami przed rodziną, ale zdradzał też upodobanie do stanu duchownego. Uczył się w szkołach w Trzemesznie i Warszawie. Dość wcześnie zmarli mu rodzice, więc opiekę nad nim objęła ciotka, a później kuzyn. W nieznanych bliżej okolicznościach (istnieje przekaz, że wdał się w romans ze starszą mężatką) trafił do Krakowa, gdzie mieszkał trzy lata (1814-1817). Tam odnalazł go jego brat – żołnierz armii Księstwa Warszawskiego wypuszczony z austriackiej niewoli. Razem wrócili do Wielkopolski, a Paweł zamieszkał u siostry w Skurbaczewie.
By znaleźć mu zajęcie, rodzina wysłała go do pruskiego wojska. Strzelecki służył w 6. Pułku Ułanów. Doszedł do stopnia podchorążego, ale po roku porzucił szeregi i wrócił do domu siostry. Zajął się tym, czym w owym czasie trudnili się młodzi ze zubożałych rodzin szlacheckich: zaczął udzielać lekcji dzieciom w bogatszych domach ziemiańskich. Poznał wtedy Aleksandrynę Turno, zwaną Adyną, córkę wielkopolskiego arystokraty Adama Turny, w której zakochał się po uszy. Dziewczyna odwzajemniała uczucie, ale stary Turno nie zgodził się na ślub córki z hołyszem. Paweł zrezygnował więc z prób małżeństwa, ale nie z miłości. Długo korespondował z Adyną, a ich uczucie przerodziło się z czasem w głęboką przyjaźń. Żadne z nich nie wstąpiło w związek małżeński i nie założyło rodziny.
(...)
5 tys. kilometrów rzekami
W Stanach Zjednoczonych Strzelecki odwiedził m.in. Nowy Jork, Waszyngton, Boston i Filadelfię. Prowadził badania geologiczne i mineralogiczne w Appalachach, a także badania chemiczne na farmach w stanach Wirginia, Maryland i Nowy Jork, gdzie analizował jakość zbóż. W USA poznał przedstawicieli tamtejszego świata nauki. Interesował się też losem polskich emigrantów. Kilka miesięcy spędził w Kanadzie, gdzie w okolicach jeziora Ontario odkrył złoża rudy miedzi. Odpowiedni raport o tym złożył brytyjskim władzom kolonialnym. Dziesięć lat później Brytyjczycy rozpoczęli eksploatację tych pokładów. Jakiś czas Strzelecki spędził też wśród kanadyjskich Indian Huronów.
Z Kanady przez USA udał się na Kubę, a potem do Meksyku. Ameryka Południowa chyba go zafascynowała, bo w 1836 r. definitywnie opuścił Stany i popłynął do Brazylii. Spędził tam pół roku. Prowadził badania geologiczne i archeologiczne, interesował się miejscowymi Indianami. Podczas pobytu w Rio de Janeiro zobaczył statek z niewolnikami i ostro zaprotestował przeciwko takiemu traktowaniu ludzi. Na pobliskiej górze Corcovado przeprowadził obserwacje klimatologiczne. Odbył podróż rzeką Rio Grande do Parany, a następnie rzeką La Plata do stanu o tej samej nazwie. Pokonał na wodzie 5 tys. km. Z Brazylii udał się do Urugwaju, Argentyny i Chile. W Andach wykonał pionierskie pomiary meteorologiczne i klimatyczne.
Strzelecki wszędzie, gdzie był prowadził badania geologiczne, agrochemiczne (analizował gleby) i etnograficzne, odwiedzał też kopalnie. W Chile poznał kapitana brytyjskiego okrętu „Cleopatra”, George’a Greya, który zaprosił go do udziału w dziesięciomiesięcznym rejsie wzdłuż zachodnich wybrzeży Ameryki Południowej. Podróż objęła Peru, Ekwador, Kostarykę, Salwador i Meksyk, gdzie Strzelecki pozostał pięć miesięcy. Przeprowadził badania etnograficzne u miejscowych Indian. Poszukiwał też złóż surowców w górach i zwiedził tamtejsze kopalnie srebra.
Po półtora roku Strzelecki udał się na zachód na brytyjskim okręcie „Fly”. W 1838 r. dopłynął na Hawaje (wówczas zwane wyspami Sandwich). Jak podaje jego biograf Lech Paszkowski, z którego ustaleń tu korzystamy, na największej z tych wysp – Hawaiʻi – polski podróżnik dotarł do wulkanu Kilauea o wysokości ponad 1,2 tys. m. Zbadał jego dno, wykonał analizy chemiczne, obliczenia barometryczne i zmierzył wysokość ścian. Na tej podstawie przygotował jeden z pierwszych opisów naukowych tego wulkanu, opublikowany w 1838 r. w piśmie „The Hawaiian Spectator”.
Następnie przepłynąwszy 4 tys. km na południe Strzelecki dotarł na Tahiti. Wyspą rządziła wtedy królowa Pomare IV, z którą się spotkał. Jak przystało na niosącego kulturę i cywilizację XIX-wiecznego podróżnika, przedstawił królowej projekt zreformowania miejscowego sądownictwa w duchu europejskim. Z Tahiti na francuskim barku „Justine” udał się w kierunku Nowej Zelandii, gdzie wylądował na początku 1839 r. Przeprowadził pierwsze w historii wysp badania geologiczne, zbierając próbki ołowiu, żelaza i miedzi. Interesował się też rdzennymi mieszkańcami – Maorysami. 10 kwietnia na statku wiozącym ładunek kartofli i chilijskiego jęczmienia Strzelecki popłynął do Australii, czyli używając ówczesnej nazwy – do Nowej Południowej Walii.
Wierzchołek kopca w Krakowie
Spodziewał się ujrzeć tam ponurą kolonię karną. Tymczasem jego wrażenia były następujące: „Odkąd przybyłem do Sydney, zadaję sobie wciąż pytanie, czy ja rzeczywiście jestem w stolicy owej Zatoki Botanicznej (Botany Bay), którą przedstawiano jako ‘gminę przestępców’, jako ‘najbardziej zdemoralizowaną kolonię, jaką znają dzieje świata’, jako ‘posiadłość, która nie tylko nie dodaje blasku Brytyjskiej Koronie, ale jest na niej ciemną plamą’ itd. Tego samego wieczoru, zachowując wszelkie środki ostrożności, ochraniając mój zegarek i sakiewkę, uzbrojony w kij, zeszedłem na ląd... Tymczasem na ulicach Sydney panował niezmącony spokój, jakiego nie widziałem w innych portach Zjednoczonego Królestwa. Ani śladu pijaństwa czy bijatyk marynarzy, ani śladu prostytucji. George Street, Regent Street imponowały domami i sklepami, których styl przypomniał Londyn”.
W Sydney Strzelecki poznał miejscową elitę, w tym gubernatora kolonii George- ’a Gippsa, który zlecił mu
Góra Kościuszki, najwyższy szczyt Australii (2228 m n.p.m.). Na pierwszym planie widoczna ścieżka dla turystów wykonana z metalowych kratownic. Fot. za miesięcznikiem WPIS. przeprowadzenie badań wyspy. Australia była w owym czasie prawie zapełnienie nierozpoznana. Osadnictwo skupiało się na wybrzeżu, a środek kontynentu stanowił zagadkę. W pierwszą podróż w głąb wyspy Polak wyruszył w lipcu 1839 r. Dotarł do Gór Błękitnych, gdzie odkrył złoża złota, srebra, żelaza i węgla. W okolicach Mount Clarence po raz pierwszy nadał imię jednej z tamtejszych gór – na cześć swej młodzieńczej miłości nazwał ją Mount Adine (Górą Adyny); nazwa ta jednak nie przetrwała do dziś. Gdy po powrocie do Sydney Strzelecki przekazał gubernatorowi raport o odkryciach, ten poprosił o zachowanie informacji o złocie w tajemnicy. Obawiał się wybuchu gorączki złota, co mogło być groźne, zważywszy na fakt, że większość mieszkańców kolonii stanowili zesłani przestępcy. Odkrywca, acz niechętnie, przychylił się do tej prośby.
Drugą australijską wyprawę rozpoczął w grudniu 1839 r. Towarzyszył mu poznany wcześniej w Sydney farmer James Macarthur i jego kilku ludzi. Posuwali się wzdłuż Wielkich Gór Wododziałowych. Strzelecki odkrył wtedy najwyższe ich pasmo – Góry Śnieżne (Snowy Mountains). Wymierzył najwyższy szczyt liczący 2228 m i 15 lutego 1840 r. i samotnie na niego wszedł. Wtedy przyszło mu do głowy, jak nazwać górę, co opisał w liście do gubernatora: „Szczególny wygląd tego wierzchołka uderzył mnie tak silnie przez swe podobieństwo do kopca w Krakowie, usypanego na grobie bohatera narodowego Kościuszki, że choć w cudzym kraju, na cudzej ziemi, ale wśród ludu ceniącego wolność i jej obrońców, nie mogłem powstrzymać się od tego, żeby nie nadać górze nazwy Mount Kościuszko (Kosciusko)”.
(...)
Paweł Strzelecki zmarł 6 października 1873 r. w swej posiadłości w Londynie. Ponieważ kazał po swej śmierci spalić prowadzony od lat dziennik, listy oraz inne notatki, pozbawił potomnych bezcennego źródła informacji o swoich podróżach, badaniach i osiągnięciach. Także jego listy wysyłane do Polski uległy zniszczeniu podczas I wojny światowej. Jego bogate życie badacze muszą więc mozolnie rekonstruować ze strzępków informacji zawartych w jego dziele o Australii, wspomnieniach ludzi, którzy się z nim zetknęli i gazetowych wzmianek.
W Alpach Australijskich
Powróćmy jeszcze do Góry Kościuszki. Leży ok. 500 km od Sydney w południowo-wschodniej części Australii, w Parku Narodowym Kościuszki. Najbliższym większym miastem jest tam dwutysięczne Jindabyne, dokąd z Sydney można dojechać samochodem lub autobusem. U podnóża górskiego pasma leży jeszcze mniejsze miasteczko Thredbo, które w okresie zimowym jest popularnym ośrodkiem narciarskim. Australijskie Góry Śnieżne (Snowy Mountains) zapewniają zimą świetne warunki amatorom narciarstwa. W Thredbo jest kilkanaście wyciągów, a na okolicznych stokach wytyczono liczne trasy zjazdowe o różnych stopniach trudności. Ta część Wielkich Gór Wododziałowych, w której leżą Góry Śnieżne, nazywana jest Alpami Australijskimi.
Poza sezonem Thredbo jest cichym i sennym miasteczkiem. Zagląda tu wtedy niewielu przyjezdnych, choć wyciąg krzesełkowy na pobliską Górę Kościuszki działa przez cały rok i korzysta z niego większość turystów. Strzelecki po raz pierwszy zobaczył Górę Kościuszki z miejsca, w którym dziś jest punkt widokowy Mount Kościuszko Lookout. Stamtąd szczyt naprawdę przypomina z daleka krakowski Kopiec Kościuszki, bo z innej perspektywy już nie – opowiada Jakub Terakowski, krakowski podróżnik, który wszedł na najwyższą górę Australii w kwietniu, czyli podczas tamtejszej jesieni. Okolica w tej części z dość łagodnymi wzniesieniami, łysymi szczytami bez wyższej roślinności nie przypomina Alp, a bardziej Bieszczady. Wygląda jak nasze wrzosowiska i bieszczadzkie połoniny – wyjaśnia Terakowski.
Góra Kościuszki jest tylko o 200 m niższa od tatrzańskich Rysów, ale wejście na nią nie jest trudne. Na szczyt prowadzą dwa łagodne, pięknie położone szlaki, których pokonanie nie wymaga zbyt wielkich umiejętności, a jedynie w miarę dobrej kondycji. W przewodnikach opisywane są jako zejściowe. Rzeczywiście nikt tam pieszo nie chodzi. Ogromna większość dojeżdża wyciągiem krzesełkowym tak wysoko, jak tylko można, i dopiero stamtąd podchodzi. Idąc na szczyt, byłem na szlaku zupełnie sam – śmieje się Jakub Terakowski.
Szlak krótszy „Merritt’s Nature Track” rozpoczyna się przy budynkach dolnej stacji wyciągu, ma 5 km długości i zabiera dwie godziny spokojnego marszu. Kończy się obok budynku Crackenback Terminal, czyli ostatniej stacji wyciągu krzesełkowego, leżącej mniej więcej na dwóch trzecich wysokości góry. Znajduje się tam najwyżej położona w Australii restauracja. Ze stacji na szczyt prowadzi biało oznakowany szlak „Mt Kosciusko Walk”. Sam szczyt jest lekko kamienisty z niewielkim rumowiskiem kamieni. Są tam dwie tablice: jedna upamiętnia pierwsze wejście Strzeleckiego 15 lutego 1840 r. i nadanie górze nazwy, drugą umieścili pracownicy polskiej ambasady w setną rocznicę tamtego wydarzenia – opowiada podróżnik. Zwraca też uwagę, że oba szlaki wyłożone zostały metalowymi kratami, stąd nazwa Żelazna Droga. Skąd taka ingerencja w naturalne warunki parku narodowego? Otóż w dawnych latach, gdy ruch pieszy był tam większy, turyści podobnie jak w naszych Tatrach rozdeptywali szlaki. Gdy pełna kolein ścieżka przestawała być wygodna, szli obok. W ten sposób trasa niebezpiecznie się poszerzała, zmieniając ze zwyklej ścieżki w drogę gruntową o kilku metrach szerokości. Erozja postępowała niczym na tatrzańskich Czerwonych Wierchach. Sposobem na to okazały się właśnie metalowe kraty chroniące przed rozdeptaniem. Zamontowano je jednak nie bezpośrednio na gruncie, ale 15 cm ponad. Są ażurowe, wiec przenikają przez nie deszcz i promienie słoneczne, co umożliwia wzrost roślin, które maskują kraty. Stare ścieżki powoli zanikają, porastają trawą i teren wraca do pierwotnego stanu. Wygodnie chodzi się po metalowych kratach. To bardzo dobre rozwiązanie – mówi Kuba Terakowski.
Wódz Aborygenów czy polski bohater?
Strzelecki, nadając nazwę górze, użył uproszczonej pisowni Mount Kosciusko. W latach 1990. Komisja Nazw Geograficznych Nowej Południowej Walii zmieniła ją na bardziej odpowiadającą nazwisku Naczelnika – Mount Kosciuszko, choć odrzucono właściwą polską pisownię nazwiska. Uznano, że będzie zbyt trudna dla Australijczyków. Ale to nie koniec perypetii, gdyż w związku z tendencją przywracania w Australii tradycyjnych nazw aborygeńskich w miejsce tych, nadanych przez europejskich kolonistów, od roku 2000 wysuwany jest pomysł zmiany nazwy góry. Jednak przed odkryciem góry przez Strzeleckiego szczyt nie miał żadnej aborygeńskiej nazwy, dlatego też mieszkająca w Australii Polonia stanowczo się takim próbom sprzeciwia.
Niestety, Australijczycy zniekształcają nazwę góry, wymawiając ją Mount Kozjoskou, i w większości nie kojarzą Kościuszki z Polską, a są przekonani, że Kozjoskou był wodzem Aborygenów… Polonia australijska, z przedstawicielami której rozmawiałem, robi wszystko co w jej mocy, żeby uświadomić Australijczyków, kim naprawdę był Kościuszko – dodaje Kuba Terakowski. Może trwający właśnie Rok Kościuszki będzie dobrą okazją przypomnienia im i całemu światu postać Naczelnika.
Paweł Stachnik
*
Powyższe fragmeny pochodzą z artykułu red. Pawła Stachnika, który w całości ukazał się w miesięczniku WPIS nr 77.
Zapraszamy do naszej Księgarni Internetowej po miesięcznik WPIS i książki o fascynujących losach wielkich Polaków:

Żółkiewski. Pogromca Moskwy – biografia
Gdy w Moskwie słyszeli nazwisko hetmana Żółkiewskiego, to blady strach padał na jej mieszkańców. W świeżej pamięci mieli bowiem geniusz wojskowy i furię bitewną dzielnego wodza Rzeczypospolitej, który rozgromił Rosjan wielokrotnie, a pod Kłuszynem wprost zdemolował ich oraz wspomagających Moskali Szwedów.

Wiara i ofiara. Wyd. II 2025
Któż nie słyszał o męczenniku niemieckiego obozu koncentracyjnego Auschwitz, Ojcu Maksymilianie Marii Kolbem, który dobrowolnie oddał życie za współwięźnia? Jest to wiedza niemal powszechna, gorzej z głębszą znajomością obfitującego w niezwykłe zdarzenia życia tego świętego. Był to człowiek o nadzwyczajnej sile wewnętrznej i niezwykle przenikliwym umyśle.

Andrzej Bobola Orędownik Polski. Życie, męczeństwo, świętość
Andrzej Bobola herbu Leliwa, ksiądz, zakonnik, dziś patron Polski, żył w latach 1591–1657 w niebywale burzliwym czasie wielkich zagrożeń dla Ojczyzny i Kościoła katolickiego. Zginął w sposób szczególnie okrutny z rąk Kozaków, którzy chcieli mu nawet darować życie pod warunkiem wyrzeczenia się przezeń wiary katolickiej. Mimo wyjątkowo bestialskich tortur – odmówił. Umierał w strasznych męczarniach.

Księga Norwidowa. Życie, poezja, rysunki. wyd. 2024
Ten rodem z mazowieckiego dworku szlacheckiego artysta mówił sam o sobie – jakże słusznie! – że jest sztuk-mistrzem, a więc twórcą korzystającym z wielu narzędzi: słowa, pędzla, piórka, rylca, a nawet dłuta. W istocie Cyprian Kamil Norwid był artystą tyleż wybitnym, co wszechstronnym.

Wodzowie Polski. Szlakami chwały oręża polskiego
Niezmierzone jest bogactwo polskiej historii! Gdyby jednak oprzeć się tylko na przekazach medialnych, to nasze dzieje wyglądałyby mizernie i siermiężnie. Tak samo szkolne lekcje historii wieją nudą dzięki zubożonym do minimum zakresom nauczania oraz wyjątkowo prymitywnym podręcznikom. Historia w szkołach odarta została z narracji, z autorytetów, a przede wszystkim z bohaterstwa i patriotyzmu.

Prenumerata elektroniczna WPiSu na drugie półrocze 2025 roku (5 numerów, w tym jeden podwójny)
Miesięcznik „Wpis” już od piętnastu lat pozostaje wierny swym założeniom i przedstawia Czytelnikom podstawowe wartości, a więc wiarę, patriotyzm i sztukę.
Publikują u nas tak znakomici autorzy, jak m.in.: Adam Bujak, ks. prof. Waldemar Chrostowski, Leszek Długosz, prof. Ryszard Kantor, dr Marek Klecel, ks. prof. Janusz Królikowski, prof. Grzegorz Kucharczyk, dr Monika Makowska, prof. Aleksander Nalaskowski, prof.





Komentarze (0)
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników serwisu. Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za ich treść. Wpisy są moderowane przed dodaniem.