Polska Wschodnia

Kiedyś były to terytoria środkowej i środkowo-zachodniej Rzeczypospolitej, dziś jest to Polska Wschodnia. Ziemia gospodarna, piękna, o urozmaiconym krajobrazie, przesiąknięta bogatą tradycją patriotyczną. Tereny te od czasów zaborów były jednak systematycznie degradowane przez okupantów, stąd przylgnęła do nich nazwa Polska B. Dziś to już na szczęście historia, gdyż ziemie te odradzają się zarówno jeśli chodzi o gospodarkę, jak i tradycje.

Wzdłuż i wszerz przemierzył Polskę Wschodnią z aparatem fotograficznym wybitny artysta Adam Bujak. Wspaniałym owocem jego kilkuletniej pracy stał się ten potężny album. Na 440 kartach ukazanych zostało 177 miejscowości, różnorodne krajobrazy, zjawiska przyrodnicze, zamki, pałace, kościoły, miejsca pamięci narodowej. Nie zabrakło fotografii obyczajów, obrzędów oraz ludzi ciężkiej pracy. W albumie zamieszczonych zostało aż 600 zdjęć! 

 Istotną wartość książki stanowi ponadto oryginalny tekst napisany przez wieloletniego ordynariusza drohiczyńskiego, a zarazem doktora historii i autora książek, biskupa Antoniego Pacyfika Dydycza, wielce zasłużonego duchownego i patriotę, syna Ziemi Podlaskiej.

 

Polska Wschodnia

SPIS TREŚCI

POLSKA MOŻE BYĆ WSZĘDZIE 7
NATURA 32
WIEŚ 80
PRACA 108
MIASTO 136
ARCHITEKTURA DREWNIANA 188
SACRUM 210
OBRZĘDY 287
ZAMKI 334
PAŁACE 360
PRZYDROŻNE KRZYŻE 376
NARÓD WDZIĘCZNY PISARZOM 390
IN MEMORIAM 402

Wszystko zaczęło się od Krzyża
Polska może być wszędzie

Bp Antoni Pacyfik Dydycz

Polska Wschodnia zaczęła się – na zachodzie państwa Polan. Zbliżało się pierwsze tysiąclecie od narodzin Chrystusa, tymczasem do ludów mieszkających pomiędzy Bałtykiem i Karpatami, Odrą i Bugiem tylko od czasu do czasu docierały wieści o Jezu-Kryście. Gdzieniegdzie zaczęły pojawiać się Krzyże, ale wierzenia pogańskie nie ustępowały. Z czasem jednak coraz więcej mówi się o chrześcijaństwie. Z latami, im więcej pojawiało się kupców, którzy wówczas byli nosicielami wiadomości o świecie, tym częściej można było słyszeć o Ewangelii. Wreszcie zaczęli być widoczni misjonarze. Nie wiemy, czy najpierw przybyli z zachodu, czy może z południa. Ci pierwsi mieli przeważnie rodowód niemiecki lub francuski, a liturgię sprawowali w obrządku łacińskim. Natomiast od południa docierały praktyki w obrządku wschodnim, przekazywane przez uczniów świętych Cyryla i Metodego.
Na ziemi porośniętej lasami, wśród ludności stosunkowo ubogiej coraz częściej można było dostrzec Krzyże, a nawet chramy, czyli kościoły. Nadszedł wreszcie czas, że książę Mieszko zwany Pierwszym, mając bogate kontakty z sąsiadami, nabierając przekonania, że chrześcijaństwo wydaje się przyszłością, postanawia przyjąć Chrzest Święty, łącząc jego przyjęcie z zawarciem małżeństwa z chrześcijanką imieniem Dąbrówka (Dubrawa po czesku), córką króla czeskiego.
I stało się to w wigilię Zmartwychwstania Pańskiego, stosownie do panującego w owych czasach zwyczaju, gdy Chrztu udzielano z Wielkiej Soboty na Niedzielę Zmartwychwstania. Razem z przyszłą małżonką przybyli jej krewni i pewna ilość duchownych. Najprawdopodobniej dotarł z nimi też biskup Jordan, który będzie rezydował w Poznaniu jako pasterz podległy bezpośrednio Stolicy Świętej. Chrzest odbył się nad Jeziorem Lednickim, w pobliżu Gniezna, gdzie para książęca zamieszka. Razem z księciem z pewnością przystąpiło do sakramentu Chrztu zarówno wielu członków jego rodziny oraz rycerzy, jak i urzędników.
Już po śmierci Mieszka, za panowania jego syna Bolesława Chrobrego, w roku 1000 nawiedzi Poznań i Gniezno cesarz rzymski z saskiej dynastii Ludolfingów Otto III, a to z racji mordu, jakiego dopuścili się pogańscy Prusowie na arcybiskupie Wojciechu, który udał się do nich, aby tam głosić Ewangelię. Nowy Kościół w Polsce wkrótce wzbogacił się o kolejnych pięciu męczenników; zamordowani byli zakonnikami kamedulskimi narodowości włoskiej i polskiej. Do tego zabójstwa doszło z kolei na tle rabunkowym.
W roku tysięcznym dziedzina Piastów otrzyma własnego metropolitę, którym zostanie przyrodni brat św. Wojciecha, Czech imieniem Radzym, po łacinie nazywany Gaudentym. Natomiast Kraków, Kołobrzeg i Wrocław zostaną ogłoszone diecezjami; razem z poznańską, która obchodzi w tym roku 1050-lecie istnienia, było ich zatem u zarania naszej państwowości cztery.
Ten szybki rozwój struktur administracji kościelnej może wskazywać na fakt, że chrześcijaństwo nie napotkało na ziemiach piastowskich większych przeciwności. Owszem, będzie bunt Masława, najazd czeskiego Brzetysława, ale powodem były przyczyny o charakterze polityczno-gospodarczym.
Natomiast charakter typowo męczeński miało zabójstwo biskupa św. Stanisława ze Szczepanowa, dokonane przez zbyt popędliwego króla Bolesława Śmiałego. O potępieniu władcy świadczyłoby również zachowanie mieszkańców Królestwa, którzy w ogromnej większości stanęli po stronie biskupa. Wypada też zaraz na początku zaznaczyć, że świętych przybywało w Polsce coraz więcej. W tym względzie szczególnie bogaty będzie wiek trzynasty. Natomiast mając na uwadze sytuacje wewnętrzne i zewnętrzne w odniesieniu do dziedziny Piastów, należy podkreślić, że często dochodziło do napięć, zwłaszcza pomiędzy potomkami kolejnych władców. Dopiero Władysławowi Łokietkowi udało się – nie w całości, ale w większej części, scalić dziedzictwo Piastów.
Należy też zauważyć, że w połowie wieku trzynastego zostali sprowadzeni krzyżacy, głównie na tereny Pomorza Gdańskiego i Warmii, przez księcia Konrada Mazowieckiego. Tu jesteśmy już na granicy Polski wschodniej. Niestety, zamiast nawracać Prusów, jak to było w ustaleniach, zaczęli poszerzać swoje posiadłości kosztem piastowskiego darczyńcy i jego braci. Za czasów Łokietka i jego syna Kazimierza Wielkiego, kiedy to we Francji pojawi się termin państwo, Piastowicze oraz sąsiedzi, a więc Węgrzy i Czesi, zaczynają swoje ojczyzny określać mianem Korony. To samo uczynili Polacy. I tak dziedziny Piastów stały się Koronami; z czasem zaczęto posługiwać się terminem państwo. Należy też zaznaczyć, że termin Korona w Polsce był obecny najdłużej; widzimy to także w akcie oddania całej Rzeczypospolitej pod opiekę Matki Bożej, która zaczęła nosić tytuł Królowej Korony Polskiej, jak to parę wieków później ujął w tytule swego obrazu Jan Matejko. I tak jest do dzisiaj napisane w kaplicy wileńskiej Matki Bożej Ostrobramskiej.
Podsumowując epokę piastowską w naszych dziejach, pragnę odwołać się do opinii trzech wybitnych historyków: Michała Tymowskiego, Jana Kieniewicza i Jerzego Holzera, którzy opublikowali bardzo ciekawą książkę pod tytułem „Historia Polski”, wydaną w Paryżu w 1986 roku. W Polsce nie pozwoliłaby na to jeszcze obecna wówczas cenzura komunistyczna.
Otóż według nich – Polska identyfikowała się przede wszystkim z systemami powszechnie wyznawanych wartości. Równocześnie znajdowała swoje miejsce w systemach uniwersalnych. Pierwszym wymiarem ponadlokalnym stało się Chrześcijaństwo. Chrystianizacja rozpoczynała długi proces wszczepiania się w uniwersalną całość. Od wieku X towarzyszy Polsce Kościół, mnożą się wzajemne wpływy i zależności, wzajemne przekształcanie się i uzupełnianie. Byłoby bowiem naiwnym uproszczeniem widzieć identyfikację Polski w Chrześcijaństwie tylko od strony recepcji. Powstająca czy trwająca Polska stale tworzyła Chrześcijaństwo. Wzajemne relacje ulegały przez wieki różnym przekształceniom. Nie można ich odrywać od historii ludzi i instytucji, od rozwoju pojęć i ich rozprzestrzeniania. W dobie piastowskiej przynależność do Chrześcijaństwa rzymskiego umożliwiła identyfikację elit i ukształtowanie państwa. Walka o samookreślenie Polski została wygrana przez pierwszych Piastów dążących do korony i przez pierwszych polskich świętych. Aż po wiek XV udowadnianie przynależności do Chrześcijaństwa towarzyszyło obronie państwa.
Tego rodzaju stanowisko jakże poważnych historyków pozwala nam z dozą większego optymizmu patrzeć na dzieje ojczyźniane. Połączenie Piastów i świętych jest znamienne. W tym wypadku nie chodzi o jakąś polityczną współpracę. Sądzę, że autorom zależało na tym, aby planując przyszłość, opierać się na doświadczeniach z przeszłości. I to jest słuszne, roztropne podejście do historii.
Tych pierwszych pięć minionych wieków naszej historii wprowadziło nas w obręb kultury łacińskiej, złączonej ściśle z chrześcijaństwem. Cieszy więc pojawienie się pieśni „Bogurodzica”, ale jeszcze bardziej „Gaude, Mater Polonia”, ponieważ ukazuje Ojczyznę jako Matkę, która jest dumna ze świętego i cieszy się, że ta postawa może być rozważana przez kolejne wieki. A kronikarze, jak Gall Anonim, bł. Wincenty Kadłubek, Janko z Czarnkowa czy też Jan Długosz, naszą przeszłość potrafili należycie przekazywać kolejnym pokoleniom. I dlatego nadszedł w XIV wieku właściwy moment na otwarcie Akademii Krakowskiej i powstanie szkolnictwa niższych szczebli.
Dla otrzymania pełniejszego obrazu naszej przeszłości należy też coś niecoś powiedzieć o wojnach i niepokojach. Dziedzina Piastów ucierpiała wiele w związku z najazdami z zachodu, ze strony landów germańskich. Z czasem jednak zaczęły dawać się we znaki najazdy ze wschodu, nawet z dalekiej Azji. Tatarskie oddziały dotarły aż do Legnicy, gdzie w bitwie z nimi ginie Henryk Pobożny, książę wrocławski. Tatarzy m.in. wymordują wszystkich dominikanów w sandomierskim klasztorze z bł. Sadokiem, przełożonym, na czele. Nie zabraknie też napadów ze strony książąt ruskich. Wielkim zagrożeniem okażą się również Krzyżacy, napadający na różne księstwa z terenu Pomorza, Kujaw i Mazowsza. Od północy i wschodu będziemy mieli kłopoty najpierw z miejscowymi Prusakami, potem właśnie z Krzyżakami, Jadźwingami i Litwinami. Piastowie wraz ze śmiercią Kazimierza Wielkiego kończą swoją misję na terenie Korony Polskiej, za wyjątkiem Mazowsza, gdzie pozostaną przy władzy Piastowicze do początków XVI wieku. Kazimierz Wielki, nie będąc w stanie odzyskać Śląska, kieruje naszą politykę i nasze interesy na wschód. Tak ostatni okres piastowski celnie podsumowuje prof. Andrzej Nowak w II tomie „Dziejów Polski” wydanych przez wydawnictwo Biały Kruk:
Polski duch, zanurzony w średniowiecznej, europejskiej kulturze, był już wraz z tymi słowami, z tym hymnem [„Bogurodzicą”], gotowy do rozwinięcia skrzydeł. To było jeszcze przed 1340 rokiem. W tym roku Królestwo Polskie zwróciło się na wschód. Nie zdradzając łacińskiego zachodu, ale otwierając się na spotkanie z wielką, dziejową przygodą unii. Dokonane pod berłem Władysława Łokietka zjednoczenie Królestwa nie było pełne, to wiemy. Ale dało – dzięki mądrym rządom jego następcy – szansę na zebranie sił do owej wielkiej przygody. Zauważmy ten najprostszy „bonus” zjednoczenia, przerwania wojen domowych wpisanych w czas dzielnicowego rozbicia: od czasu opanowania Krakowa i Poznania przez Łokietka, stolice Małopolski i Wielkopolski nie będą przeżywały zbrojnych napaści ani plądrowania przez obcych najeźdźców przez następnych 340 lat. Nikt już tych centrów ziem Polski nie podbijał – aż do czasów szwedzkiego „potopu”. Ponad trzy wieki spokoju i rozwoju. Bogurodzica będzie brzmiała coraz donośniej i coraz piękniej.
Panowanie Piastów na naszych ziemiach zakończyło się godnie, gdyż przez krótki czas zasiądą na polskim tronie potomkowie Piastów po kądzieli. Ostatnia będzie królowa – św. Jadwiga, i ona też da początek nowej rzeczywistości, jaka zaistnieje przez następne dwa i pół wieku. A wszystko to się stanie z powodu swoistej powtórki z zaślubin Dąbrówki i Mieszka. Obecnie będzie to małżeństwo Jadwigi z Jagiełłą, który również zostanie ochrzczony przed zawarciem małżeństwa, co zresztą było jego warunkiem sine qua non.
Z Orłem i Pogonią razem pod opieką św. Michała!
Z małżeństwem Jadwigi i Jagiełły nie poszło łatwo. Były poważne przeszkody, ale z Bożą pomocą wszystko przezwyciężono. Litewski książę przyjmując Chrzest, na swego patrona wybrał św. Władysława z węgierskiego rodu. I tak Korona Polska wkroczyła w epokę jagiellońską. Niestety królowa Jadwiga nie żyła długo i żałowana przez poddanych odeszła do wieczności. Niemniej jednak swoje kosztowności ofiarowała na rozwój Akademii Krakowskiej, z czasem przyjmującej tytuł Uniwersytetu Jagiellońskiego. Co więcej, królowa Jadwiga zaraz po ślubie wyprawiła się na Ruś Halicką, którą przyłączyła do Polskiej Korony. Szlachetność Jadwigi płynąca z głębokiej wiary zapadła głęboko w pamięć mieszkańców Korony Polskiej – uważali ją za świętą, a Kościół w osobie św. Jana Pawła II oficjalnie ją kanonizował.
Cały trud rządzenia spadł na Jagiełłę, który dość szybko musiał zmierzyć się z Krzyżakami, na szczęście odnosząc jakże znane zwycięstwo pod Grunwaldem. Bardzo też zabiegał, aby nie dopuścić do oderwania się Wielkiego Księstwa, które podówczas obejmowało niemal całą Ruś Kijowską, z Litwą rzecz jasna włącznie. Po nim rządzili jego dwaj synowie. Władysław panował na Węgrzech i wkrótce poległ pod Warną w bitwie z Turkami. Jego młodszy brat Kazimierz Jagiellończyk rządził Wielkim Księstwem Litewskim, a sięgając po koronę przeniósł się do Krakowa.
W epoce jagiellońskiej Korona Polska z Wielkim Księstwem Litewskim i Rusią Kijowską stworzyły prawdziwą Rzeczpospolitą. Do jej pełnego usytuowania w dziejach dojdzie pod koniec panowania Zygmunta Augusta, które ukoronowała Unia Lubelska. Były to lata także walk, głównie na wschodzie. Najpierw z Krzyżakami, a potem z Tatarami i Turkami. Krzyżacy po sekularyzacji nieco się uspokoją, ale za to pojawi się nowy wróg, a mianowicie Państwo Moskiewskie, które w piętnastym wieku wyrwało się spod władzy Tatarów. Smoleńsk będzie co jakiś czas zmieniał władców. Ale najcięższe walki przeniosą się na dzisiejszą Ukrainę. Turcy i Tatarzy nie dawali spokoju. Wojewodowie mołdawscy również nie zasłynęli z wierności umowom zawieranym z Polską.
Czasy jagiellońskie jakże pozytywnie dadzą o sobie znać na polu kultury i nauki. W tym okresie powstanie uczelnia w Poznaniu i trochę później w Zamościu, który dziś znajduje się całkiem na wschodzie Polski, czego wszakże w czasach kanclerza Zamoyskiego nikt by nie powiedział… To będzie złoty wiek w zakresie architektury z Wawelem na czele, w malarstwie i rzeźbie, czego potwierdzeniem jest krakowski kościół Mariacki, a zwłaszcza ołtarz Wita Stwosza. Znacznie ubogaci się literatura polska, chlubiąc się Janem Kochanowskim i Mikołajem Rejem. Trochę zaś zacznie słabnąć władza królewska, gdyż rycerstwo przekształcające się w szlachtę, przynależąc do parlamentu, wymusi na każdym kolejnym monarsze odpowiednie przywileje dla siebie. Tymczasem – na szczęście – scalanie się Korony z Litwą i Rusią staje się faktem.
Coraz większego znaczenia zaczyna nabierać magnateria, najczęściej zasiadająca w senacie. Złoty wiek w naszej historii okaże się właśnie takim również w przestrzeni duchowej. Wszystko zacznie się od trzech franciszkanów – bernardynów, a więc od św. Jana z Dukli, św. Szymona z Lipnicy i bł. Władysława z Gielniowa, patrona Warszawy. Następnie dojdzie do tego grona jeden z synów Kazimierza Jagiellończyka – św. Kazimierz, oraz św. Stanisław Kostka.
Pojawienie się wspólnot protestanckich wprowadzi nieco zamieszania w życie państwowe i kościelne. W czasie narastającego konfliktu między nowymi prądami w świecie religijnym a katolicyzmem dojdzie do pewnego zawirowania. Ale panujący podówczas Zygmunt August zachowa spokój i cierpliwość, podkreślając, że „nie jest królem sumień”. Przybycie zaś jezuitów do Rzeczypospolitej wzmocni poważnie pozycję Kościoła. Powstaną przecież liczne kolegia jezuickie, które wniosły duże ożywienie w dziedzinie oświaty. Wilno otrzyma uniwersytet, nawet w Białej Podlaskiej nieco później zostanie otwarta Akademia. Przekład całego Pisma Świętego na język polski, dokonany przez ks. Jakuba Wujka, jezuitę, okazał się wielką pomocą w rozwoju katolickiej duchowości. To samo można powiedzieć o nieco późniejszej działalności kaznodziejskiej także jezuity, ks. Piotra Skargi.
Po śmierci ostatniego z Jagiellonów okazało się, że czymś opatrznościowym było powierzanie każdorazowemu prymasowi Polski godności interrexa, co nie dopuszczało do wewnętrznego chaosu, gdyż to prymas podejmował niezbędne decyzje, aby wybory następców tronu przebiegały w miarę spokojnie. Mimo to nie brakowało zamieszek i korupcji, jednakże w końcu jakoś dochodzono do zgody.
Czasy królów elekcyjnych okazały się bardziej kłopotliwe. Słaby okaże się król Henryk Walezy, który tylko czekał, aby opróżnił się tron francuski, by czmychnąć do Paryża. Ale Pan Bóg nam pobłogosławił za pośrednictwem Stefana Batorego, który okazał się wyjątkowo sprawny na polu militarnym, umacniając polską obecność w Gdańsku oraz daleko na wschodzie; wojnę z Iwanem Groźnym zakończył poważnym sukcesem. Nie były mu także obce sprawy wileńskiej Alma Mater. Jego przedwczesna śmierć z pewnością okazała się dla Rzeczypospolitej trudnym doświadczeniem.
Wkrótce dadzą o sobie znać rokosze, jak i konflikty zbrojne na Rusi Kijowskiej, coraz częściej nazywanej Ukrainą. Rzecz dotyczyła problemów wyznaniowych. Ruś przecież przyjęła chrześcijaństwo w obrządku wschodnim, 23 lata po chrzcie Mieszka. Oderwanie się Bizancjum od jedności z Kościołem przez długi czas nie wywarło jednak większego wpływu na Ruś, a to z tego względu, że urwał się kontakt z patriarchatem konstantynopolitańskim. Północne wybrzeże Morza Czarnego znalazło się w rękach Tatarów. Droga przez Rumunię i Bułgarię także została odcięta, głównie przez Turków. Mieszkańcy Rusi nawiązywali natomiast dobre kontakty z Koroną Polską i Węgrami. Księżniczki i książęta wymieniali się w tych krajach, to samo można powiedzieć o rodzinach królewskich. Ruś mimo innego obrządku trzymała z sąsiadami z zachodu. Na przełomie zaś czternastego i piętnastego wieku znalazła się pod dominacją Wielkiego Księstwa Litewskiego, Tatarzy zostali zepchnięci ku wybrzeżom Morza Czarnego. Nieco później spod zależności od Tatarów zaczną uwalniać się księstwa moskiewskie. Wówczas to zaczynają pojawiać się wśród Rusinów wysłannicy patriarchatu konstantynopolitańskiego, zmuszając prawosławnych mieszkańców tych ziem do uległości.
Rzeczywistość na wschodzie Rzeczypospolitej była nieco inna, niż się powszechnie mniema. Przypomnijmy rok 1253, gdy papieski wysłannik przybywa do Drohiczyna, aby obdarzyć koroną księcia Daniela Halickiego, prawnuka Bolesława Krzywoustego oraz Mendoga, księcia Litwy. Mało tego, papież polecił Danielowi zorganizowanie nowej diecezji w obrządku wschodnim, rozciągającej się nad Bugiem. Po siedmioletniej tułaczce znajdzie ona swoją stolicę w Chełmie Lubelskim. O tym wszystkim piszą akta Stolicy Świętej. Następnie już w wieku XV papież Eugeniusz IV zwołuje sobór do Bazylei. Z powodu chorób odbywał się on w różnych miastach, jak Florencja, Ferrara, Rzym. Sobór rozpoczął swoje obrady w roku 1431, a zakończył w 1449.
W tym to soborze bierze udział metropolita kijowski Izydor jako pełnoprawny uczestnik. On to w 1439 roku został mianowany legatem na Polskę, Litwę i Ruś. Stosunkowo szybko znalazł się w kolegium kardynalskim. Car moskiewski zaczął się domagać od niego, aby przeniósł stolicę metropolii z Kijowa do Moskwy. Izydor stanowczo sprzeciwił się temu. Wówczas został zatrzymany i uwięziony w Moskwie (1441 r.). Prawdopodobnie przy pomocy tajnych wysłanników z Polski opuszcza więzienie, odzyskuje wolność. Na krótko zatrzymuje się na Litwie i potem przenosi się do Rzymu. Zrzeka się godności metropolity kijowskiego, otrzymuje tytuł patriarchy i nominację na dziekana kolegium kardynalskiego. W Rzymie pozostaje do śmierci, która następuje w roku 1463 (por. Oskar Halecki „From Florence to Brest (1439–1596)”, SPM V).
Rozpoczynają się starania, aby doprowadzić do powołania w Moskwie patriarchatu. I wtedy biskupi obrządku wschodniego z terenów Rzeczypospolitej uświadamiają sobie, że to może być groźne. Z tego to tytułu postanawiają udać się do Watykanu, aby umocnić więź ze Stolicą Apostolską. Dochodzi do rozmów i owocem tego będzie podpisanie tzw. Unii. Tego zwolennikiem był kardynał Izydor. Wszelako to nie oznaczało, że wcześniej Ruś była oderwana od Stolicy Apostolskiej, chodziło bowiem jedynie o potwierdzenie starej więzi i jej umocnienie. Ale Moskwa do tego podeszła w swoim stylu, przekupując trzech hierarchów i paru kniaziów. W roku 1589 decyzją wschodnich patriarchów erygowano patriarchat moskiewski.
Dochodzi do pęknięcia. Mimo to na terenach Rzeczypospolitej większość ludności obrządku wschodniego pozostała w łączności z Kościołem Powszechnym. Sytuacja jednak była trudna. Dają o sobie znać różne napięcia, których skutkiem będzie męczeństwo świętych Jozafata Kuncewicza i Andrzeja Boboli. W wieku zaś XIX, gdy Moskwa w ramach rozbiorów i na mocy postanowień Kongresu Wiedeńskiego uzyska zwierzchność nad całą wschodnią częścią Rzeczypospolitej, dojdzie do prześladowania również wiernych obrządku wschodniego.
W latach królów elekcyjnych nasi poprzednicy na wschodzie doświadczyli bardzo wielu niszczących konfliktów, a nawet wojen. Dochodzi do poważnych napięć wewnętrznych, zwłaszcza za czasów Zygmunta III Wazy. Jednocześnie właśnie wtedy była okazja, aby całkowicie zmienić rzeczywistość polityczną w Rosji, gdzie doszło do walk wewnętrznych. Wtedy wojska polskie zajmują Moskwę na kilkadziesiąt miesięcy i sprawują tam władzę. Brak jakiejś wizji króla odnośnie do sytuacji w Rosji sprawił, że pobyt tam polskiego wojska okazał się niepowodzeniem. Od tej pory wojska moskiewskie będą często dawały o sobie znać na naszych wschodnich kresach.
Niektóre nieszczęścia zostały nam w XVII wieku oszczędzone. Rzeczpospolita nie dała się wciągnąć do udziału w wojnie trzydziestoletniej (1618–1648), która pochłonęła wiele ofiar zwłaszcza w landach niemieckich. Z Polski na ochotnika brał w niej udział tylko jeden oddział, chociaż miał opinię niebywale bitnego (lisowczycy). Nie można natomiast zapomnieć o niszczących rebeliach kozackich, z których najgroźniejsza okazała się wojna z Rzecząpospolitą pod wodzą Chmielnickiego, współpracującego z Tatarami. Wówczas to do Moskwy odejdą terytoria Rusi położone na wschód od Dniepru, a Kijów w całości, także z tą częścią miasta, która znajdowała się na zachód od Dniepru.
Sromotnie dosięgnął nas najazd szwedzki. Niestety, w tej to wojnie, bardzo okrutnej, współpracowało ze Szwedami wiele arystokratycznych rodów polskich. Doszło przecież do tego, że król Jan Kazimierz musiał opuścić Polskę i zatrzymać się na Śląsku. Stamtąd dopiero górami przedostał się do Lwowa, w katedrze tego miasta zawierzając naród polski Matce Bożej, a Ją ogłaszając Królową Polski. Na terenach koronnych Szwedzi buszowali niemal wszędzie. Jedynie Jasna Góra stawiła skuteczny opór pod wodzą o. Augustyna Kordeckiego, przełożonego paulinów. I wtedy dopiero Polacy przypomnieli o wielkim zwycięstwie hetmana Chodkiewicza nad Szwedami pod Kircholmem i wsparli króla w jego zabiegach o wypędzenie Szwedów z Rzeczypospolitej. Co się też spełniło rychło.
Z nową ostrością powrócą jednak najazdy Tatarów i Turków. Wielkie zwycięstwa na wschodzie Rzeczypospolitej pod Chocimiem i Beresteczkiem, a potem głównie pod Wiedniem pod wodzą króla Jana III Sobieskiego, osłabią na dłuższy czas bojowość wojsk znad cieśnin Bosforu i Dardaneli – ale nie na zawsze.
Czasy królów elekcyjnych, niestety, zbliżały nas do wielkiej klęski. Prusy rosły w potęgę. Nie omieszkały współdziałać ze Szwedami. I czekały na okazję. Jedynie panowanie Sobieskiego jakby na pewien czas wstrzymało różne zewnętrzne i wewnętrzne ataki.
Trudno byłoby nie przywołać hetmana wielkiego koronnego Stanisława Żółkiewskiego, całe życie związanego ze wschodnimi terenami Rzeczypospolitej, który stoczył wiele walk z Moskalami i Tatarami, a na dwa lata przed śmiercią napisał jakby swój testament: A jeżeliby w Wołoszech albo gdzie za granicą śmierć Pan Bóg przysłał, tamże pogrześć grzeszne ciało moje, a na tymże miejscu mogiłę wysoką usuć. Nie dla ambicyjej jakiej tak mieć chcę, ale żeby grób mój był Kopcem Rzeczypospolitej granic, żeby się potomny wiek wzbudzał do pomnożenia i rozszerzenia granic państw Rzeczypospolitej. To na jego grobie umieszczono cytat z „Eneidy”: Exoriare aliqui nostris ex ossibus ultor (A kiedyś niech powstanie mściciel z naszych kości). I przyszedł, a był nim Jan III Sobieski.
Dziwnym zbiegiem okoliczności w tych burzliwych czasach Rzeczpospolita znalazła się w posiadaniu dwóch regionów Łotwy – Kurlandii i Inflant jako ziem lennych. Niestety nie były to czasy rozkwitu. Szkolnictwo, głównie jezuickie, wystartowało dobrze, ale z czasem słabło. W dziedzinie architektury trudno zapomnieć o pałacu wilanowskim i licznych kościołach budowanych przede wszystkim w stylu barokowym. Otrzymaliśmy poezje Sarbiewskiego, ale to wszystko wygląda skromnie. Natomiast to w tym wieku doszło do pierwszego zerwania sejmu, przez skuteczne odwołanie się do liberum veto. Prusy zaś zdołały całkowicie uniezależnić się od Rzeczypospolitej. Nie trzeba przypominać, czym to się skończy w czasie rozbiorów.
Tak się już od dawna składało, że największe zawieruchy, jak widać z tego pobieżnego przeglądu wydarzeń, miały miejsce na wschodnich terenach Rzeczypospolitej.
Lata chaosu i zamieszek
Panowanie Jana III Sobieskiego dobiegało końca. Zwycięstwo nad Turkami pod Wiedniem przysłaniało problemy, a nie obyło się przecież bez porażek. Z niepokojem powinni byli patrzeć przywódcy państwa na skutki pokoju Grzymułtowskiego (1686), które przekreśliły możliwość odzyskania Kijowa, Czernichowa czy Smoleńska. Zwłaszcza że Rosji pozostawiono opiekę nad prawosławiem – także w Polsce! A starzejący się zwycięzca spod Wiednia wraz ze swą małżonką myśleli już przede wszystkim o zapewnieniu tronu synowi. Skarb państwa był pusty. Pospolite ruszenie jako formacja wojskowa przechodziło stopniowo do historii, zapewniając co najwyżej 20 proc. żołnierzy potrzebnych do uczestnictwa w wojnach.
Rzeczpospolita, a właściwie stan szlachecki, była dumna ze swoich swobód, ale to samo państwo nie było w stanie zapewnić wolności wszystkim obywatelom, jak i bezpieczeństwa na przyszłość. To prawda, w okolicznych państwach nie było tak wielu swobód, głównie skierowanych względem jednego stanu. To egoistyczne spojrzenie na Rzeczpospolitą przez obywateli herbowych doprowadziło do utrwalenia się przekonania, że szlachcie wszystko się należy, a zwłaszcza mieszanie się do rządów państwem.
Oczywiście, takie podejście, pozbawione poczucia odpowiedzialności za ład i porządek, stanie się źródłem straszliwej korupcji. A to było szczególnie widoczne w dniach elekcji, kiedy zagraniczni wysłannicy nawet bez specjalnej dyskrecji kupowali głosy dla swoich kandydatów na polski tron.
Po śmierci króla Jana III elekcja nie była w stanie dokonać wyboru. Co więcej, w 1697 roku wybrano na tron polski – francuskiego księcia Conti i saskiego elektora Augusta. Ten drugi zdołał się pierwszy ukoronować. Ale spokój nie trwał długo. Doszło do wyniszczającej wojny północnej (1700–1721), która w rzeczywistości rozgrywała się na ziemiach Rzeczypospolitej, choć nie przez nią była wywołana; jej autorkami były głównie Rosja i Szwecja. Prusy zaś i Austria na te wyniszczające zmagania patrzyły łakomym okiem.
Pod szwedzką kontrolą w roku 1704 odbyła się elekcja Stanisława Leszczyńskiego, a August II pod naciskiem Szwecji zrzekł się polskiego tronu. Z czasem Szwedzi zostaną jednak pobici przez wojska Piotra Wielkiego, a August II w 1709 roku powróci do Warszawy, zabiegając o wzmocnienie swej władzy monarszej. Jednakże Rzeczpospolita coraz bardziej stawała się obiektem wpływów moskiewskich. Państwo ubożało. W duchowości katolickiej zaczął dawać o sobie przejaw mesjanizmu. A to oznaczało, że Polska winna być Mesjaszem narodów. Niestety, nie szły za tym wezwania do odrodzenia moralnego. Coraz większe wpływy przy tronie zyskiwała egoistyczna magnateria. Wieś biedniała. Niszczyły ją przemarsze wojsk z różnych państw. Zmalało również znaczenie handlu.
Jednakże dawały o sobie znać także przejawy odradzania się. Mobilizowali się ludzie myślący o reformach, ale ciągle było ich zbyt mało i byli za biedni. Do takich reformatorów należał Tadeusz Rejtan. Wielkim zagrożeniem dla Polski – już nie tylko na wschodzie kraju! – był pakt zawarty w 1732 roku przez trzy czarne orły, czyli ugoda podpisana przez Moskwę, Prusy i Austrię. Oni to postanowili do władzy w Polsce nie dopuścić ani Leszczyńskiego, ani też Sasa. Po śmierci Augusta II Rosja wyraziła jednak zgodę na wybór jego syna Augusta III, mimo że wcześniej sejm opowiedział się za Leszczyńskim. Obce wojska wprowadziły na tron kolejnego Sasa.
W drugiej połowie wieku XVIII zajaśniało nad Polską światło nadziei. W przeciwieństwie bowiem do grupy magnatów nastawionych negatywnie do zmian, a poddańczo względem Moskwy, pojawia się środowisko pod kierownictwem Czartoryskich, zwane w przyszłości Familią. To w tej Familii znajdzie wsparcie ks. Stanisław Konarski, pijar, który założy w Warszawie Collegium Nobilium i stanie się reformatorem szkolnictwa prowadzonego przez pijarów. Oni też w większości zagospodarują te szkoły, które straciły dotychczasowych nauczycieli po likwidacji zakonu jezuitów.
Po śmierci Augusta III caryca Katarzyna II, używając wsparcia rosyjskiego wojska, wprowadziła na tron Stanisława Augusta Poniatowskiego. Chcąc jak najbardziej osłabić struktury państwowe Rzeczypospolitej, caryca Katarzyna ogłosiła się opiekunką prawosławnych i protestantów żyjących na ziemiach Polski. Przeforsowała też pewne uchwały kardynalne w sejmie, które zakazywały podejmowania licznych działań zmierzających do odrodzenia Polski – bez jej zgody. To sprawiło, że w 1767 roku w Radomiu doszło do zawiązania konfederacji katolickiej. Konfederacja generalna zawiązana została w Barze, znów na wschodzie Polski, na Podolu, 29 lutego 1768. Skierowana była przeciw różnowiercom, cesarzowej Rosji Katarzynie II i uległemu jej królowi Stanisławowi Augustowi. Naczelne hasło konfederatów brzmiało „wiara i wolność”, a w kwestiach ustrojowych połączyli się w ich szeregach konserwatyści z reformatorami.
Dążenia konfederatów poparł wyjątkowo odważnie biskup krakowski Kajetan Sołtyk (to on zainspirował hasło „wiara i wolność”). Niestety, bardzo szybko ambasador moskiewski Repnin posłużył się wojskiem i tak biskupa, jak i paru senatorów wysłał do Kaługi. Tego doczekała Rzeczpospolita, jeszcze nie tak dawno potężna, zdolna pokonać najsilniejszego wroga…
Trzeba też sprawiedliwie dodać, że król, choć mocno uzależniony od Moskwy, od czasu do czasu podejmował próby pozytywnych działań. To przecież on już w roku 1765 zakłada Szkołę Rycerską, której wychowankami będą Tadeusz Kościuszko i Julian Ursyn Niemcewicz oraz wielu innych wojskowych oddanych sprawie polskiej bez reszty.
Wracając zaś do konfederacji barskiej, która w parę miesięcy została pokonana pod Radomiem, odrodziła się na Ukrainie, gdzie jednak konfederatów również spotkała klęska. Kolejne zrywy dadzą o sobie znać w Koronie i na Litwie w roku 1769, ale bez szans na ogólne zwycięstwo. Ostatnia bitwa odbędzie się pod Lanckoroną i Stołowiczami w roku 1771. Konfederaci będą jeszcze przez jakiś czas bronić się na Jasnej Górze, ale w roku 1772 ustąpią. I tak w roku 1772 doszło do pierwszego rozbioru. Opór wielu Polaków, a szczególnie znany gest Tadeusza Rejtana (urodzonego w Hruszówce, na wschodzie kraju, dziś to tereny Białorusi), nie przyczynił się do powstrzymania zaborców od zbrodni popełnionej na Polsce. Natomiast Komisja Edukacji Narodowej, powołana do istnienia, aby zagospodarować pustkę po szkolnictwie jezuickim, zaowocuje ważnym środowiskiem, w miarę należycie wychowującym kolejne pokolenia obywateli Rzeczypospolitej.
W tym to czasie bardzo wielu byłych jezuitów po przejściu do stanu kapłaństwa diecezjalnego bardzo silnie włączyło się w działalność naukową i patriotyczną. Zaczęto wydawać niemal gazetowe wiadomości, dzieła dotyczące reformy struktur państwowych w Polsce. Król, mimo słabości politycznej, organizuje czwartkowe spotkania, a więc dyskusje dotyczące także potrzeby, i to poważnej, zapewnienia bezpieczeństwa Rzeczypospolitej i jej obywatelom. Pierwszy rozbiór stał się poważnym ostrzeżeniem. A tacy ludzie jak ks. Stanisław Konarski, ks. Hugo Kołłątaj, następnie ks. Stanisław Staszic, autor „Przestróg dla Polski” podnosili sprawy niepodległości i bezpieczeństwa. Ważną rolę odegra marszałek Sejmu Stanisław Małachowski. Wypada wspomnieć też o wybitnych twórcach jak biskup Ignacy Krasicki, biskup Adam Naruszewicz, Julian Ursyn Niemcewicz albo autor gramatyki polskiej Onufry Kopczyński. Nasi trzej sąsiedzi robią jednak wszystko, aby doprowadzić Rzeczpospolitą do upadku.
Nadzieję budziły obrady sejmu, który rozpoczął swoje prace w roku 1788. Do pewnego zbliżenia doszło pomiędzy niektórymi frakcjami. Niestety, wszystko to, co dobre dla Polski, trwało krótko. Austria, Prusy i Rosja raz się kłóciły, a zaraz potem dobierały się wspólnie do Polski. Do obrad sejmu w pewnej mierze zostali dopuszczeni mieszczanie pod dowództwem Jana Dekerta. Przez dłuższy czas trwały prace nad Ustawą Rządową, przyszłą Konstytucją 3 Maja. Ustawa Rządowa przewidywała powołanie do istnienia różnych komisji, instytucji, ministerstw i szczęśliwie została uchwalona właśnie 3 maja 1791 roku, jako pierwsza konstytucja w Europie, a druga w świecie po konstytucji amerykańskiej. Niestety, już w roku następnym caryca przygotowała zamach na Konstytucję. Szczęsny Potocki, Ksawery Branicki, Seweryn Rzewuski i Szymon Kossakowski ogłosili na wschodnim krańcu Podola, w Targowicy, 27 kwietnia 1792 roku manifest obalający uchwaloną Konstytucję, mając za sobą potęgę Rosji. Król przystąpił do Targowicy. Wojsko zostało osłabione. Mimo obietnic, że nie ruszą terytoriów Polski, Rosja i Prusy w 1793 roku doprowadziły do kolejnego podziału. Większość działaczy i dowódców udała się na emigrację. To z emigracji Kościuszko przybędzie do Krakowa, aby podjąć się misji pokierowania powstaniem. Nim złożył przysięgę na Rynku krakowskim, najpierw wziął udział we Mszy św. w kaplicy loretańskiej przy kościele kapucyńskim. Tam została poświęcona jego szabla. A na Rynku czekała wielka rzesza ludzi i z napięciem wsłuchiwała się w słowa przysięgi Naczelnika. Miało to miejsce w wigilię Zwiastowania Pańskiego. Kościuszko dał się poznać w Stanach Zjednoczonych, a jego osoba znalazła wsparcie w kręgu Familii Czartoryskich. W Warszawie tymczasem powstańcy wyparli Rosjan. Do walki ruszyła Żmudź i Wilno. Trzy słowa stanowiły o celu walki, a były nimi: „wolność”, „całość” i „niepodległość”. Kosynierzy Kościuszki odnoszą sukces pod Racławicami. Pod Połańcem wydał Naczelnik uniwersał gwarantujący polskim chłopom i mieszczanom – wolność osobistą, nieusuwalność z gruntu i obniżenie pańszczyzny. Armia regularna liczyła 50 tys. przygotowanych żołnierzy i około 50 tys. kosynierów oraz milicji. To był wielki zryw.
Wojna wyzwoleńcza nabierała rozpędu. W Warszawie w maju i czerwcu doszło do zamieszek wewnętrznych; powieszono niektórych targowiczan, a także dwóch biskupów. Z trudem Kościuszko doprowadził do jakiegoś ładu. A zamieszanie było wielkie.
Zaborcy po przeorganizowaniu się, w tym Rosja po uwolnieniu się od wojny z Turcją, wspólnie ruszyli na Polskę. Kościuszko chcąc nie dopuścić całej armii rosyjskiej do Warszawy, wyruszył naprzeciw z jednym tylko z korpusów pod Maciejowice. Ranny Naczelnik zostaje wzięty do niewoli, a walki stopniowo dobiegają kresu. Zaborcy mimo obietnic dzielą się terytorium Polski do końca. Król w 1797 roku abdykuje. Państwo polskie przestaje istnieć. Polityczna i wojskowa klęska okazała się bardzo bolesna, ale Polacy zdobyli doświadczenia i przynajmniej część czegoś się nauczyła, a mianowicie tego, że reformy są możliwe.
Były pewne osiągnięcia. Na pierwszym miejscu wymieniłbym Łazienki. Mimo że w skarbie koronnym wciąż było pusto, rezydencja wybudowana za czasów króla Stasia zasługuje na szacunek i jest perłą ówczesnej architektury. Mało tego, mimo napięć pomyślano o budowie świątyni Opatrzności. Projekt został opracowany. Zaczęto przygotowywać fundamenty. Niestety, z racji na zbyt szybko przebiegający totalny rozbiór Polski, plan został zamrożony. Ale projekt przewidziany na budowę świątyni zostanie wykorzystany po latach. Wystarczy udać się do Mokobód pod Siedlcami, aby zobaczyć jego późniejsze spełnienie. Istnieje tam zbudowany w latach 1792–1812 kościół klasycystyczny, dziś parafialny, projektu Jakuba Kubickiego. To czterokrotnie mniejsza, wierna kopia świątyni, która została wyróżniona w ogłoszonym przez Stanisława Augusta Poniatowskiego konkursie architektonicznym na świątynię będącą votum za Konstytucję 3 Maja.
Należy również zwrócić uwagę na rozwój malarstwa. Wielu włoskich mistrzów pędzla pojawiło się w Polsce. Zresztą Łazienki potrzebowały wielu obrazów i elementów dekoracyjnych. Niektórzy z przybyłych do Polski artystów pozostali na zawsze i dotąd spotykamy się z ich potomkami.
Nie wolno nam zapominać o powstaniu w Warszawie teatru prowadzonego przez Wojciecha Bogusławskiego. Cieszył się on wielką popularnością, a dla mieszkańców stolicy był stałym zaproszeniem do korzystania z bogatej twórczości dramatycznej, najczęściej opartej na tradycjach narodowych.
W tym to dziwnym czasie doszło do pierwszych koronacji obrazów Matki Bożej, poczynając od wizerunku jasnogórskiego, a potem dalej na wschód odbędą się koronacje Kodeńskiej Pani, Matki Bożej z Trok i z Żyrowic pod Słonimem.
W poszukiwaniu drogi do wolności
Niektórzy głosili, że to koniec Polski. Państwo jakby zniknęło, ale przecież żyło. Zabrakło struktur, ale uratowało się wiele osób myślących o odrodzeniu państwa, chociaż przebywali na emigracji. Gen. Henryk Dąbrowski zaproponuje rodakom zorganizowanie wojska pod wodzą Napoleona w północnych Włoszech. I to chwyciło. Z różnych stron zwłaszcza Europy, ale przede wszystkim z ziem Rzeczypospolitej zgłaszało się coraz więcej ochotników. I powstała armia. Bonaparte usankcjonował Legiony Polskie z myślą o ich wykorzystaniu. A takich okazji było wiele. Najpierw wysłał na San Domingo 2,6 tys. legionistów, a wróciło jedynie 300. Legioniści jednak nie załamali się. Wkrótce będzie ich ponad 20 tys., dobrze przygotowanych do żołnierskiego trudu. I Polska żyła – choć na obczyźnie.
Napoleon korzystał, ale bardzo skromnie wynagradzał. Będzie to wyraźnie widoczne przy tworzeniu Księstwa Warszawskiego, okrojonego, niemal bezbronnego, na szczęście wkrótce książę Józef Poniatowski powiększy je o część zaboru austriackiego. Kościuszko nie ufał Napoleonowi, ale dopóki Bonaparte walczył z wrogami Polski, dopóty cieszył się zaufaniem. Cesarz nada Księstwu specjalny kodeks, dość bliski w swojej wizji państwa uchwałom Konstytucji 3 Maja. Tymczasowo mianowany przez Napoleona król Fryderyk August przebywał przeważnie w ojczystej Saksonii. W Księstwie rządziła natomiast Rada Ministrów i trzeba przyznać, że gospodarka zaczęła się rozwijać, ale ten rozwój napędzało ciągłe wojowanie Bonapartego. Wojska zaś polskie musiały wypełniać jego rozkazy. Dlatego jego klęska pod Lipskiem w 1813 roku będzie także ciosem dla odradzającej się Polski. Książę Józef Poniatowski ginie w wodach rzeki Elstery, kilkakrotnie postrzelony, korpus polski ulega rozpadowi. Trudno było podtrzymywać nadzieję w tych, którzy myśleli, że stopniowo Polska będzie się odradzała.
W czasie Kongresu Wiedeńskiego układ opublikowany przez zaborców z 3 maja 1815 roku przewidywał powstanie Królestwa Polskiego w granicach jeszcze skromniejszych niż obejmowało Księstwo Warszawskie, z carem jako królem, z sejmem i rządem. Jego tereny na wschód od Wisły były jeszcze mniejsze niż dzisiejsza Polska Wschodnia, nie obejmowały nawet Białegostoku; reszta tej części Rzeczypospolitej była już wprost fragmentem imperium rosyjskiego. W wyniku I rozbioru Rosja wzbogaciła się o 93 tys. km kw., po II rozbiorze – o 250 tys. km kw., a po III – o dalsze 120 tys. km kw. W sumie na wschodzie Rzeczpospolita utraciła na rzecz państwa carów 463 tysięcy kilometrów kwadratowych (przypomnijmy, że powojenna Polska liczy 312 tys. km kw.) i 5,5 miliona mieszkańców. Ziemie dawnej Rzeczypospolitej były o niebo bardziej uprzemysłowione, zurbanizowane, skomunikowane, lepiej zagospodarowane niż całe moskiewskie imperium. Bez nich Rosja nie byłaby nigdy tym imperium, które potem mogło rywalizować z dawnymi potęgami z Londynu, Paryża czy Wiednia.
Wiele było przesłanek, które mogły wskazywać na to, że car Aleksander miał nieco lepsze nastawienie do Polaków. Za jego czasów przez wiele lat ważną rolę, jakby ministra spraw zagranicznych, grał książę Adam Czartoryski. Wojsko Polskie pozostało na terenie Kongresówki. Niestety, wszystko się zmieniło po tajemniczej śmierci Aleksandra w roku 1825, gdy na tronie zasiadł jego brat Mikołaj. Od tej pory możliwości działania sejmu zostały ograniczone, a napięcie na linii Moskwa-Warszawa zaczęło wzrastać.
Do konfliktu dojdzie pod koniec lat dwudziestych, gdy poderwą się Belgowie, aby stworzyć własne państwo. A to oznaczało, że nieco może stracić Francja, jak i Anglia. Państwa związane Kongresem Wiedeńskim zadecydowały, że to car Mikołaj wyśle swoje wojska dla ratowania Francji i Anglii. Car zaś wpadł na pomysł, żeby wysłać wojsko polskie. I tu doszło do konfliktu. Sejm Królestwa ogłosił detronizację cara i rozpoczęła się nierówna wojna, nazywana też Powstaniem Listopadowym. Polacy nie mogli zwalczać wybicia się na niepodległość Belgów i Flamandów, więc pod wpływem podchorążych wybuchło powstanie wymierzone przeciw Moskwie. Niestety, nasi rodacy nie byli doń przygotowani, przede wszystkim jeśli chodziło o strategię; zawiodło dowództwo. Nie mieli też wystarczających zapasów broni. Polacy mieli kilka pięknych zwycięstw, ale nie mieli Dawida.
Postąpili szlachetnie, gdyż nie chcieli stać się w Europie wrogami wolności, ale różnica w szansach na zwycięstwo była na naszą niekorzyść. A car Mikołaj okazał się bezwzględny. Niewiele miał wspólnego ze swoim nieżyjącym bratem Aleksandrem, ale za to dużo z Konstantym, młodszym bratem, który był nominalnie wodzem wojska polskiego z ustanowienia cara.
Nadeszły represje. Większość żołnierzy Powstania opuściła Polskę, udając się do Francji, Saksonii i Belgii, która z wielką wdzięcznością nas przyjmowała. Przekonał się o tym np. Joachim Lelewel. Adam Mickiewicz był więziony w Rosji, a po uwolnieniu znalazł się we Francji. Pod koniec wojny przybył do Poznania, aby wziąć czynny udział w Powstaniu. Było już jednak za późno.
Zniesiona została konstytucja Królestwa i odwołano wszelkie władze o charakterze państwowym. Terytorium Królestwa, czyli de facto dawnej centralnej i wschodniej Rzeczypospolitej, znalazło się pod władaniem kolejnych namiestników carskich, poczynając od Paskiewicza. I tak było do Powstania Styczniowego – w 1863 roku. W tym wypadku bezpośrednią przyczyną wybuchu Powstania stanie się pomysł branki, czyli poboru polskiej młodzieży do carskiego wojska. Był to plan namiestnika Wielopolskiego. To właśnie ta decyzja była iskrą zapalną zrywu, kolejnego zrywu wolnościowego.
Najpierw jednak trzeba przypomnieć, że już znacznie wcześniej na terenach wschodnich powstawały różne tajne organizacje. Do nich zaliczamy Towarzystwo Filomatów, którego duchowymi przywódcami byli Adam Mickiewicz i Tomasz Zan. Następnie Wolnomularstwo Narodowe, które pod wodzą Waleriana Łukasińskiego przekształci się w Towarzystwo Patriotyczne. Polityka rosyjska była różna – zdarzały się lata odwilży, ale częściej trzeba było doświadczać nacisków i szykan. Początkowo we wszystkich trzech zaborach nie nalegano na wynaradawianie. Z czasem to się zmieni w niemal totalny zakaz używania języka polskiego w życiu publicznym, a nawet w szkołach.
Królestwo Kongresowe znajdzie się w bardzo złej sytuacji po upadku Powstania Styczniowego. Praktycznie województwa, jako gubernie, zostaną podporządkowane prawodawstwu rosyjskiemu. Prześladowania zaś polskości i Kościoła katolickiego przybiorą na sile. Królestwo otrzyma w roku 1818 w Warszawie biskupa obdarzonego godnością prymasa Królestwa Polskiego, dla odróżnienia od Gniezna, gdzie pozostawał faktyczny prymas Polski. Natomiast na ziemiach Królestwa została utworzona właśnie metropolia warszawska, a na terenach całej Rosji – metropolia mohylewska, której biskup praktycznie musiał rezydować w Petersburgu.
Patrząc z perspektywy czasu na lata rozbiorów, wypada podkreślić dwa zjawiska. Otóż rozbita Rzeczpospolita, nie mając państwowości, pozostawała atrakcyjna dla innych narodowości, jakie zamieszkiwały jej tereny. Rody, które wcześniej osiedliły się na tych ziemiach, polonizowały się, jak np. Platerowie, Springowicze, Estreicherowie. Są to też lata, kiedy na terytoriach polskich dało o sobie znać wielu świętych i błogosławionych. Mimo prześladowań, nigdy na ziemiach Rzeczypospolitej nie powstało tyle zakonów katolickich, początkowo jawnych, a potem ukrytych. Natomiast na emigracji powstaje Zgromadzenie Zmartwychwstania Pańskiego, samą nazwą niosąc nadzieję wszystkim rodakom. Wśród założycieli trzeba podkreślić rolę bł. Honorata Koźmińskiego, kapucyna, więźnia cytadeli, który założył kilkanaście zgromadzeń żeńskich i dwa męskie. Byli to bezhabitowi bracia doloryści i Bracia św. Józefa, którzy organizowali szkoły zawodowe w Kongresówce i na Wileńszczyźnie. Były to pierwsze zawodówki na ziemiach Rzeczypospolitej.
I jeszcze jedna ważna wiadomość. Otóż w okresie zaborów wyjątkowo dynamicznie rozwijała się kultura. Widoczne to jest szczególnie w literaturze. Powstają wtedy najwspanialsze dzieła poetyckie (Mickiewicz, Słowacki, Krasiński, Norwid, potem Wyspiański i tylu innych) oraz rozkwita powieść (Sienkiewicz, Kraszewski, Prus czy Żeromski). Daje o sobie znać malarstwo (Matejko i plejada malarzy ze św. Bratem Albertem w tle). Chopin i Moniuszko przodują muzyce. Olbrzymia większość z nich wywodzi się z dawnej wschodniej Rzeczypospolitej.
Jeszcze też należy przypomnieć, że i w dziedzinie wynalazczości można się na coś powołać, choćby przypominając zakończony wielkim sukcesem eksperyment z lampą naftową. Zawsze jednak tęsknota za niepodległością była obecna, dawała o sobie znać. Działo się to na całym terytorium dawnej Rzeczypospolitej, ale na wschodzie – szczególnie. Świadczy o tym Powstanie Styczniowe, w którym brali udział nawet mieszkańcy dalekiej Żmudzi, ochotnicy z Ukrainy, a władzę sprawował Romuald Traugutt z Białorusi. Broń zaś sprowadzano z Wielkopolski, choćby za pośrednictwem kapucyńskiego klasztoru w Lądzie.
Kiedy przyjdzie rok 1905, władze rosyjskie muszą ustąpić, podpisując i ogłaszając ukaz tolerancyjny. Ogromna rzesza grekokatolików, zwanych unitami, uzyskała wówczas możliwość powrotu do Kościoła katolickiego. Carat ulegając presji niemal całej Europy, zastosował jednak pewną pułapkę; w dekrecie pozwolił byłym unitom powrócić do jedności z Kościołem, ale nie w swoim obrządku, tylko w obrządku łacińskim. Sądzono, że dla większości będzie to coś zupełnie obcego. Tymczasem okazało się, że gnębieni unici zdawali sobie sprawę z tego, że czym innym jest obrządek, a czym innym wiara jako taka i wybrali Kościół katolicki. Przykładowo greckokatolicka diecezja chełmska, jaka istniała w Kongresówce, gdzie jej wiernych zmuszono do przyjęcia prawosławia po roku 1874, w ogromnej większości powróciła do Kościoła. W ciągu jednego roku, gdy zaistniała taka możliwość, na 115 tysięcy byłych unitów z przymusowego prawosławia odeszło ponad 80 tys. osób. Przyjęli obrządek łaciński. Tymczasem na terenie Białorusi na ziemiach pomiędzy Wilnem a Mińskiem w czasie dwunastu miesięcy powróciło do Kościoła katolickiego 800 tys. wiernych! Okazuje się, że ci rzekomo prości ludzie potrafili odróżnić wiarę od obrządku i pójść za głosem wiary.
Bardzo szybko władze carskie zaczęły ograniczać działanie postanowień ukazu, ale co się dokonało, to się dokonało i świadczy o jakże głębokiej więzi także duchowej wśród ludności pierwszej Rzeczypospolitej.
Gdy nadeszła I wojna światowa, w zaborze austriackim nie było już takich restrykcji jak w pruskim i rosyjskim. Z tego względu Józef Piłsudski postanowił organizować wojsko polskie u boku Austrii. Nie było to takie oczywiste. Przyszły Naczelnik odrodzonej Polski myślał, jak oderwać się od Niemców, co zakończyło się stosunkowo długim jego uwięzieniem w Magdeburgu. Ale w końcu zaborcy „pozabijali się” nawzajem i nadszedł czas niepodległości, ogłoszonej 11 listopada 1918 roku po powrocie Piłsudskiego z niemieckiej niewoli.
Była jesień, a jednak pełna radości i nadziei, chociaż terytorium całej Rzeczypospolitej zostało poszarpane, okrojone i o granice trzeba jeszcze było walczyć do 1923 roku. Walka ta znów toczyła się głównie na wschodzie, bo Powstanie Wielkopolskie trwało stosunkowo krótko i zakończyło się sukcesem.
Osłabione i zbolałe dzielnice czekały na zjednoczenie
Pierwsza wojna światowa przebiegała nierównomiernie. Raz wydawało się, że blok niemiecko-austriacki bierze górę, potem, że sukcesy odnosi Moskwa. W rzeczywistości obie strony słabły coraz bardziej, a przyczyna tkwiła w napięciach wewnątrz walczących państw. Rewolucja sprowokowana przez Niemców w Rosji stopniowo wykluczy to państwo z poważniejszego udziału w walkach na frontach. Niemcy słabły przez wewnętrzne napięcia. Natomiast Cesarstwo Austro-Węgierskie z racji wielu narodów, które wchodziły w jego skład, całkowicie się rozpadało.
W czasie tej wojny Polacy znajdowali się w wyjątkowo trudnej sytuacji, gdyż służyli we wszystkich trzech armiach, zmuszani do walki przeciwko sobie. Polak strzelał do Polaka nawet o tym nie wiedząc. Polska nie była oczywiście żadną stroną w I wojnie światowej, ale poniosła olbrzymie straty; zginęło ok. pół miliona naszych rodaków. Wiele miast i wsi zostało zamienionych w ruinę.
Uwięziony przez Niemców Piłsudski mógł wrócić do życia politycznego i po przyjeździe do Warszawy stanął na czele sił podejmujących odpowiedzialność za odbudowę państwa. Sytuacja o tyle była nieco łatwiejsza, że powołana jeszcze przed końcem wojny Rada Regencyjna stanowiła swego rodzaju pomost w przekazywaniu przynajmniej niektórych dziedzin życia publicznego. Nie było to wszystko łatwe, ale jakaś namiastka przyszłego rządu dała o sobie znać w Krakowie, a Ignacy Daszyński w Lublinie. Większość kierunków i orientacji narodowych postawiła na Piłsudskiego i 11 listopada 1918 roku została ogłoszona niepodległość naszego kraju, chociaż jeszcze niemieckie wojsko znajdowało się w olbrzymiej ilości na terytorium uznanym za Polskę. Piłsudski zręcznie doprowadził do jego dobrowolnego wyjazdu z naszych terenów, a rozognione strony polityczne potrafił uspokoić i szybko zorganizował formy demokratycznego, suwerennego państwa, w tym liczną armię.
Przed odradzającym się państwem powstał poważny problem granic. Trzeba było walczyć praktycznie o wszystkie. Na zachodzie sprawa została załatwiona przez wspomniany wyżej odważny zryw ochotników z Wielkopolski. Śląsk będzie musiał czekać na swego rodzaju referendum. Pomorze Gdańskie zostanie złączone z Polską dzięki interwencji Stanów Zjednoczonych przy zainteresowaniu się tą sprawą, i to poważnym, ze strony Ignacego Paderewskiego. Na Warmii dojdzie do mało korzystnego dla Polski referendum. Wileńszczyzna da o sobie znać dzięki inicjatywie gen. Żeligowskiego, potwierdzonej przez referendum. Nawet z nowym państwem, jakim stała się Czechosłowacja, będą graniczne kłopoty. Na szczęście Zakopane wcześniej zostało odkupione od Węgrów przez Zamoyskiego i włączone do Polski. Największe kłopoty jednak będą na wschodzie. Dojdzie przecież do nawały bolszewickiej, która porażona „Cudem nad Wisłą” zakończyła się klęską wrogów. Do Polski chciał należeć nawet Kijów, ale granice zostały ostatecznie osadzone na Zbruczu, od południa ze stratą Kamieńca.
Wyjątkowo nierówno wyglądała granica ustalona w Rydze, pomiędzy Polską a Białorusią jako sowiecką republiką. Poczynając od Prypeci szła ona w górę, lekko zbliżając się do Mińska (około 70 km), podążała na północny zachód ponad Postawami do Drui i do granicy z Łotwą. Granice II Rzeczypospolitej zostały de facto ustalone nieco sztucznie. Podzielone bowiem zostały Ukraina i Białoruś. To spowodowało pogłębianie się konfliktów. A Związek Radziecki robił wszystko, aby mniejszości narodowe, jakie znalazły się na terytorium Polski, podburzać przeciwko odradzającej się Rzeczypospolitej. I jest coś zastanawiającego w tym, że na ziemiach ukraińskich znajdujących się pod panowaniem bolszewików doszło w latach trzydziestych do straszliwego głodu, a mimo to obywatele Polski narodowości ukraińskiej konspirowali z Sowietami przeciw rządowi warszawskiemu.
Jak się miało okazać, Polska otrzymała tylko niecałe dwadzieścia lat na scalenie się i odrodzenie. Nie brakło napięć politycznych, sprawy jednak posuwały się do przodu. Do tych wysiłków poważny wkład wniósł Kościół, organizując Akcję Katolicką. Niemal w każdej parafii dadzą o sobie znać domy kultury, gdzie odbywały się spotkania i korzystano ze sceny ożywianej przez różne akademie oraz teatralne próby. To samo można powiedzieć o ruchu Caritas, zatroskanym o pomoc głównie dla poszkodowanych przez wojny. Na scenie życia patriotycznego pojawi się harcerstwo, wyjątkowo silnie angażujące młodzież w zakresie służby Polsce. Ożywiła się literatura i sztuka. Powstało wiele teatrów na dość wysokim poziomie.
Trzeba było ujednolicić prawo, nadać bardziej dynamiczny charakter wszystkim szczeblom szkolnictwa. Powstają uczelnie akademickie. Zaczyna działalność Katolicki Uniwersytet Lubelski, ukierunkowany na studentów ze wschodu. Powstają fabryki broni. W Białej Podlaskiej rozwija się produkcja bombowców „Łoś”; niestety, nie zdążyły one wystartować 1 września 1939 roku.
Natomiast świat polityczny jest bardzo podzielony. Partie kłócą się ze sobą. Nie próżnują agenci komunistyczni; podburzają zwłaszcza mieszkańców Kresów, które stopniowo nabierały rozpędu, ale kilkanaście lat to była zbyt krótka próba. Mimo napięć międzypartyjnych wydawało się jednak, że Polska daje sobie radę z pozostałościami rozbiorów. Niestety wybucha wojna, straszliwa, swoją grozą i okrucieństwem przerastająca wszystko, co dotychczas ludzkość kojarzyła z wojną. Z dwóch stron dokonano najazdu na Polskę; Niemcy hitlerowskie i Rosja sowiecka, jeśli chodzi o grabież naszego kraju, zawsze zgodnie współpracowali.
Walka była nierówna. Rząd polski jednak nie uległ. Ratował się ucieczką. Powstaje natychmiast podziemie z różnymi formacjami, a zwłaszcza z Armią Krajową (poprzedzoną działalnością Związku Walki Zbrojnej) i rządem. I tak blisko sześć lat trzeba było przeżyć, ciągle walcząc. Okrutne to lata! Bestialsko traktowano wszystkich obywateli II RP, a więc nie tylko rdzennych Polaków, ale też Żydów, Ormian, Romów itd. Niemieckie obozy koncentracyjne i sowieckie łagry na zawsze pozostaną straszliwą przestrogą dla kolejnych pokoleń ludzkich. Tam ginęli politycy, intelektualiści, w dużej ilości duchowni, jak i ludzie przypadkowi. Nie zapominajmy: 8 milionów ofiar! A też przecież została zburzona tak Warszawa, jak i inne miasta i wioski – wybuchami pocisków i dymami wołały o pomstę na zbrodniarzach. Nadeszła wolność, szkoda, że tak późno i z równie nieludzkimi następstwami z racji na rząd, jaki został narzucony przez Sowietów.
Podczas okupacji niemieckiej dojdzie do niesłychanej rzezi, zwanej wołyńską, dokonanej przez skrajnych nacjonalistów ukraińskich. Okrucieństwo, jakie na początku lat czterdziestych dało o sobie znać w województwach brzeskim i wołyńskim, a także i w innych, choć tam na mniejszą skalę, przechodzi wszelkie wyobrażenia ludzkie. Mordowano wszystkich Polaków, nawet dzieci, kaleki, starców, oraz Ukraińców, którzy ratowali Polaków.
Podziemny rząd polski nie był w stanie temu przeciwdziałać. Armia Krajowa była rozproszona i ścigana przez okupanta, więc jej możliwości na śpieszenie z pomocą Polakom były niewielkie. Ale tam, gdzie mogła, tam przychodziła na ratunek...

Opinie o produkcie (0)

do góry

Zamknij X W ramach naszego serwisu stosujemy pliki cookies. Korzystanie ze strony bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym.

Sklep jest w trybie podglądu
Pokaż pełną wersję strony
Sklep internetowy Shoper.pl